Kierujesz większość Twoich wysiłków i budżetów reklamowych w stronę punktu G (Google)? Wydajesz wszystko co miesiąc na AdWords i codziennie słuchasz Matta Cuttsa? Większość z nas wpada w tą pułapkę. Warto się więc zastanowić czy obsesja wokół wyszukiwarek jest niebezpieczna. Zależność od jednego źródła ruchu na witrynie może mocno uderzyć w Twoje przychody a nawet zachwiać cała firmą.
Dywersyfikacja jest pojęciem doskonale znanym ekonomistom. To jeden z kluczowych elementów w całościowej strategii zachowania rentowności przedsiębiorstwa na przestrzeni czasu i zwiększenia szansy przetrwania w ciężkich warunkach ekonomicznych. Sprzedawanie jednego produktu, usługi czy posiadanie jednego rynku zbytu są bardzo ryzykowne. Nawet niewielkie przeciwności losu wystarczą, aby skutecznie zachwiać równowagą firmy.
Podobnie sprawa przedstawia się w przypadku witryn internetowych. Powinieneś się zacząć martwić jeżeli Twoje narzędzia analityczne pokazują Ci taki wynik:

Wyszukiwarki – błogosławieństwo i przekleństwo.
Nie da się ukryć, że wyszukiwarki wysyłają na nasze witryny bardzo dużą ilość ruchu. W szczególności w Polsce, gdzie Google jest bezspornym liderem (ponad 92% udziału na rynku). Temat wyszukiwarek pozostaje w centrum zainteresowania. Wiodące serwisy informacyjne piszą ciągle o Google, na forach webmasterów najwięcej postów mają sekcje o wyszukiwarkach, a w serwisach społecznościowych dzielimy się nowinkami z Mountain View. Z tego powodu bez przerwy zajmujemy się tematem SEO i dyskutujemy o linkach sponsorowanych AdWords. Skuteczność i popularność tych sposób przyprowadzania użytkowników na witryny zdominowała nasze działania. W rezultacie uzależniamy się od jednego kanału pozyskiwania użytkowników, a w polskiej rzeczywistości także od jednego podmiotu – Google. Budowanie takiej zależności może być zgubne w skutkach.
Alokując wszystkie nasze akcje w jednym miejscu robimy z siebie łatwy cel. Jeżeli nasza witryna i firmowe budżety reklamowe kręcą się wyłącznie wokół wyszukiwarek, to sami tworzymy potencjalne zagrożenie. Wyrzucenie z indeksu czy drastyczne obniżenie pozycji to codzienność. W przeciwieństwie do ogólnego przekonania nie przytrafia się to jedynie spamerom czy osobom krążącym na granicy black hat. Zdarza się to zwykłym przedsiębiorcom budującym swoje witryny.
Nasze pierwsze zwolnienia od 8 lat – ruch z Google obniżony o 50-70%
Zwolniliśmy naszych trzech, pełnoetatowych pracowników, nasz dział wysyłkowy wychodzi wcześniej z pracy i wstrzymaliśmy planowany zakup dwóch, nowych serwerów.(…) Zostaliśmy totalnie rozłożeni przez ostatnie miesiące – ruch przychodzący z Google spadł o 50-70%.
To cytat z forum webmasterworld, gdzie jeden z forumowiczów skarży się na to jak zmiany pozycji w Google wpłynęły na jego biznes. Nie jest to odosobniony przypadek, zdarza się to także w Polsce. Często można znaleźć webmasterów, którzy chcą wrócić na swoje pozycje
czy stworzyć nową witrynę, bo starą Google zbanowało
. Aby wpaść w kłopoty nie trzeba tykać się metod, które stoją w sprzeczności ze wskazówkami dla webmasterów. Same zmiany, które wprowadzane są w wyszukiwarce, mogą mocno zachwiać pozycją witryny w indeksie. A zmian tych jest co roku sporo. Rok temu usłyszeliśmy, że na pozycję w Google składa się 200 czynników. Parę lat temu było ich 100. Siedzimy i śledzimy Florida update, Vince update, płatne linki, PR sculpting itp. Trzeba trzymać rękę na pulsie więc na nowo nasze myśli i działania są zdominowane przez wyszukiwarki.
Podobnie sprawa się przedstawia w systemach PPC. Zmieniane są zasady, polityka, a także formuły. W AdWords wprowadzono wynik jakości, zwiększono wagę jakości strony docelowej czy zlikwidowano minimalną stawkę w miejsce stawki na pierwszą stronę. Każda z tych zmian ma wpływ na nasze pozycje i pieniądze jakie płacimy. Dodatkowo konkurencja z dnia na dzień jest coraz większa.
Z tych powodów warto mieć na uwadze dywersyfikację ruchu na witrynie. Ograniczamy w ten sposób swoją zależność od wyszukiwarek i nasza witryna jest w stanie przetrwać poważne kłopoty czy tymczasowy filtr. Równomierne rozłożenie ruchu przychodzącego staje się bardzo istotne. Jeżeli czerpiesz ruch z jednego programu reklamowego, rozejrzyj się za następnym wartymi uwagi. Dywersyfikacja nie odnosi się jedynie do wyszukiwarek. Klienci przychodzący wyłącznie z jednego serwisu ogłoszeniowego czy platformy aukcyjnej to także potencjalne zagrożenie. Dywersyfikacja oznacza także różnorodność platform reklamowych, medium (medium pod pojęciem konkretnego źródła: Google, portale, social media) czy metod komunikacji. Serwisy społecznościowe, kampanie mailingowe, kampanie banerowe, portale, vortale – sposobów jest naprawdę dużo i z każdym dniem tworzą się nowe możliwości. Nie wolno też zapominać o stałych klientach i klientach dopiero zdobytych. Jesteśmy przyzwyczajeni do zdobywania nowych prospektów. Natomiast z klientem, który u nas coś kupił już nawiązaliśmy dialog. Każdy użytkownik zostaje w kontakcie z naszą witryną w różny sposób. Może to być mail, feed RSS, serwis społecznościowy, bookmark w przeglądarce. Wizyty bezpośrednie i stali użytkownicy to jeden z najcenniejszych atutów, jakie możemy posiadać. Do dyspozycji mamy cały wachlarz możliwości. Różnorodność to cecha charakterystyczna dla Internetu. Ważne jest, aby pilnować naszego tortu – aby był równy.

Żyjemy w świecie Google
Google na dzień dzisiejszy jest liderem na polskim rynku i prawdopodobnie nie zmieni się to przez następne kilka lat. Powstają ciągle nowe serwisy, które przychodzą i odchodzą. Amerykańska wyszukiwarka posiada ugruntowaną pozycję na naszym podwórku. Jest dobrą inwestycją czasu i pieniędzy. Musimy sobie jednak zdać sprawę, że nie stoimy w miejscu. Widzimy jakim zainteresowaniem cieszą się nowinki z dziedziny wyszukiwarek – nowe przedsięwzięcie Microsoft – Bing czy ostatni szał mediowy na temat Wolfram Alphy. Warto także przytoczyć ciekawe badanie z 2004 roku, gdzie 60% badanych przyznało się do tego, że zmieni wyszukiwarkę Google, gdy tylko natrafi na coś lepszego.
Google jest bardzo istotne, skuteczne i trzeba poświęcić mu uwagę, ale nie całą :). Odżywiaj swoją witrynę zróżnicowanym ruchem – nie karm jej ciągle tym samym. Staraj się utrzymać równowagę.Transformacja z mentalności SEO na mentalność CEO
Jeżeli właśnie pracujesz na rozwijaniem źródła ruchu, który nie jest wiodący w Twoich statystykach należy Ci się najwyższa pochwała. Jesteś osobą przewidującą, która myśli parę lat do przodu. Pora skończyć z obsesjami na temat pozycji, linków, PageRanku, stawek CPC i indeksu Google. Pora przybrać minę pokerzysty i zacząć planować jak szachista :). Ruch z naturalnych wyników wyszukiwania jest darmowy i niekontrolowany. Nie można tworzyć dobrego biznes planu na czymś czego nie można kontrolować. Bądź przygotowany na zmiany, a te na pewno nadejdą.






{ 8 komentarze… przeczytaj je poniżej lub dodaj swój }
Google samo nas nakręca ze względu na metodologię Google Analytics, gdzie wizyty bezpośrednie są najbardziej pokrzywdzonym źródłem ruchu. Bez dogłebnej analizy danych z GA może się wydawać że jest źle (np.60-70% ruchu z Google Organic/CPC) a faktycznie może się okazać że nie jest tak tragicznie z tą dywersyfikacją.
Na temat metodologii GA można napisać osobny wpis :). Mnie na przykład bardzo bawi fakt, że ruch z wyszukwiarki obrazków Google jest rejestrowany jako strona referująca w domyślnych ustawieniach. :) images.google.pl / refferal :)
Odetne się nieco od głównego tematu tego wpisu i zapytam o to skąd pochodzą dane odnośnie procentowego udziału Google w rynku polskich wyszukiwarek? Byłbym wdzięczny za podane źródła. :)
@Sebastian
Dane były mniej więcej z głowy. Aktualne możesz znaleźć tutaj: http://ranking.pl/pl/rankings/search-engines.html Podkreślam, że są to dane Gemiusa.
Dziękuję. Na pewno się przyda. :)
Co ciekawe pan Grzegorz Kerber tak się zainspirował tym artykułem, że napisał własny i opublikował na swoim blogu w tym samym dniu. Linka do magicznego już zapomniał dodać.
W każdym działaniu biznesowym powinno dominować podejście ekonomiczne. Albo coś się opłaca albo nie. Podstawą jest sam biznes, ruch jest tylko sprawą ułatwiającą rozwój tego biznesu. Nie będę się wypowiadał na temat wyszukiwarek; trudno by uznać moją opinię za bezstronną. Jednak jeżeli opieramy nasz biznes na tym, że chwilowo uda nam się zdobyć czy kupić kupić tani ruch czy to z wyszukiwarek, czy też z mailingu czy też z banerów, prędzej czy później wpadniemy w kłopoty. Trzeba odróżnić przewagę konkurencyjną, na której powinien opierać się biznes od przewagi w zdobywaniu użytkowników.
W tym wypadu nie chodzi jedynie o wykorzystanie szansy na ruch na witrynie. Zwracam bardziej uwagę na to, aby nie stawiać wszystkiego na jednego konia, ponieważ jest to nieroztropne. W tym przypadku różnorodność jest jak najbardziej wskazana. Jesteśmy na dzień dzisiejszy zaabsorbowani wyszukiwarkami, ponieważ przyprowadzają nam dużo ruchu i są ( jeżeli odpowiednio przygotowane) skuteczne. Wokół nas istnieją także inne opłacalne formy przyprowadzania ruchu. Dla przykładu chociażby, najstarsza metoda – e-mailing.