
Co to jest? Kosztuje 50$, wymaga odpowiedzenia na 70 pytań w ciągu 90 minut, a w zamian otrzymuje się jednostronicowego PDF’a z logiem Google i nazwiskiem na środku? Zgadza się, jest to test Google IQ sprawdzający wiedzę z zakresu Google Analytics.
Wczoraj dołożyłam moje 50$ w ramach funduszu ochrony Google przed recesją i zdałam egzamin. Sądzę, że obok tytułu GAP’a ładnie się będzie prezentował. Dla ciekawskich – Bartkowi też się udało :). Nie jesteśmy w tym osamotnieni – egzamin zdali także Robert Drózd, Bartek Berliński czy Mariusz Gąsiewski. Dzisiejszy wpis, więc będzie krótką recenzją jak egzamin wygląda wraz z paroma wskazówkami jak go zdać.
Analytics IQ charakterystyka
Jak już wspomniałam koszt jednego testu wynosi 50$ i będzie potrzebna karta kredytowa. Egzamin Individual Qualification jest oparty na innym silniku niż GAP. Działa jako applet Java. W większości wypadków funkcjonuje gładko. Ja jednak zdecydowałam się zdawać go w przeglądarce Safari. Prawdopodobnie z tego powodu parokrotnie applet się zawieszał. Odświeżanie go nie dawało rezultatu. W takich przypadkach najlepiej zamknąć okno appletu i kliknąć odnośnik „continue test” w widoku konta Google IQ. Wszystkie pytania są zachowane i można kontynuować egzamin. Bartek zdawał w Operze i powiedział mi, że nie napotkał żadnych problemów tego typu. Aby uniknąć niespodzianek warto skorzystać z popularniejszych przeglądarek – Internet Explorer bądź Firefox (chociaż też można w nich napotkać na problemy).
Egzamin jest dostępny jedynie w języku angielskim. Kiedy będziemy mogli się doczekać wersji polskiej? Może Mariusz będzie wiedział :).
Aby rozpocząć test wymagana jest rejestracja nowego konta, które nie jest w żaden sposób połączone z kontami Google. Rejestracja zaczyna się po kliknięciu w odnośnik Purchase Test
pod adresem http://google.starttest.com. Dostępne jest też FAQ dotyczące działania konta.
Sam test składa się z 70 pytań na które trzeba odpowiedzieć w ciągu 90 minut. Występują ich dwa rodzaje: pytania jednokrotnego i wielokrotnego wyboru. Pytania wielokrotnego wyboru posiadają w nawiasie ilość możliwych odpowiedzi bądź informacje select all that apply
.
Każde pytanie można zaznaczyć i wrócić do niego później. Podzielone są one na marked
, answered
i unanswerded
. Zalecam użycie opcji zaznaczania oszczędnie. Jeżeli zaznaczymy 50 z 70 pytań to może nam nie wystarczyć czasu, aby je wszystkie ponownie przejrzeć :). W każdym momencie możemy też kliknąć odnośnik review
, który nam pokarze listę wszystkich pytań.
Jak mówi przysłowie nie ma trudnych pytań, tylko pytania, na które nie znamy odpowiedzi
. A dotyczą one szerokiego spektrum zagadnień Google Analytics. Do trudniejszych (lub mniej popularnych funkcji) można zaliczyć:
- Wyrażenia regularne i ich zastosowanie przy tworzeniu filtrów.
- Kod e-commerce i jego implementacja.
- Śledzenie eventów elementów technologii Flash.
- Śledzenie konwersji z AdWords i innych źródeł.
- Działanie plików cookie utma, utmb etc.
Jak zdać test Google IQ?
Pomocne przy nauce są prezentacje multimedialne dostępne w Conversion University jak i same strony helpa Google Analytics. Osoby od lat czynnie korzystające z Google Analytics mogą spróbować podejść do testu bez przygotowania. Przy odpowiadaniu na pytania, na które nie jesteśmy pewni odpowiedzi, warto kierować się dwoma sposobami.
- Metoda eliminacji.
- Metoda
co odpowiedziałoby Google
.
O ile pierwsza metoda jest jasna o tyle druga wymaga krótkiego wyjaśnienia. Niektóre odpowiedzi mogą wprowadzić nas w konsternację. Wtedy warto pomyśleć Co powiedziałoby Google?
. Ja miałam tak przy pytaniu o zbieraniu prywatnych danych przez Analytics :). W takich przypadkach zalecam wybranie odpowiedzi, która stawia Google w dobrym świetle.
Na każde pytanie mamy około 1,5 minuty. Można natknąć się na pytania odnośnie umiejscowienia konkretnych funkcji na kontach (GA i AdWords). Warto więc przygotować się na nie.
Mam nadzieję, że rzuciłam odrobinę światła na sam egzamin. Życzę powodzenia zdającym! :).
Nasze certyfikaty:

- Certyfikat Google Individual Qualification – Kasia Bauer (plik pdf 36kb)
- Certyfikat Google Individual Qualification – Bartek Krzemień (plik pdf 36kb)




{ 23 komentarze… przeczytaj je poniżej lub dodaj swój }
Ok, masz racje. Jest to jakis wyznacznik dla klienta, ktory takowego szuka. Inna sprawa, ze wiekszosc klientow patrzy bardziej na wiek i ilosc lat w branzy, niz na certyfikaty… Przynajmniej tak wynika z mojego doswiadczenia.
Bankierow pod to raczej nie nalezy podciagac – nie ich wina, ze bank w usa splajtowal :) Tak samo mechanika nie bede winil, ze nowy element ma wade fabryczna…
Wszystko ładnie opisane, ale brakuje mi odpowiedzi na jedno pytanie – po co?
@skkf
A jakie jest Twoje zdanie na ten temat?
Moje zdanie jest takie, że nie widzę sensu wydawać 50$ na test o statystykach (że co?!) tylko w celu otrzymania jednego obrazka ze swoim nazwiskiem.
@skkf
Hehe :).Podejrzewam, że stosunkowo mało wiesz na temat zastosowania GA. Jest to jedno z narzędzi dzięki którym można np. powiększyć dochody witryny komercyjnej. Stąd przy wyborze konsultanta/zleceniobiorcy tytuł może być pewnym czynnikiem przy podejmowaniu takich decyzji przez właściciela witryny.
Tytuł jest więc przydatny w niektórych sytuacjach. Nie oznacza on bynajmniej, że ktoś kto go nie ma nie zna się na rzeczy ;).
Ja mam podobne zdanie co skkf. Jeszcze w AdWordsach to ma jakis sens, ale w przypadku Analyticsow… Klient ma gdzies ze my mamy certyfikat z jakiegos tam programu. On chce efektow i nawet nie wie co to jest GA. To tak uogolniajac.
Jaki jest sens dawać się wynajmować komuś kto nie wie co to jest analityka webowa i go to nie interesuje?
Chce efektów? A na jakiej podstawie te efekty będą sprawdzane, jeśli analityka jest traktowana po macoszemu?
Jeśli szukać w tych certyfikatach stopnia bzdurności to akurat moim zdaniem bardziej bzdurny jest GAP – każdy potrafi sobie wybrać jakieś tam słowa i jakieś tam stawki za kliki. Szkoda tylko, że nic z tego później nie wynika. I co, kliknięcia są wyznacznikiem efektu?
Avinash Kaushik, googlowy czołowy orędownik Analyticsa powiedział w czasie jednego ze swoich ostatnich wystąpień coś takiego: „HITS stands for How Idiots Track Success”. I to jest szczera prawda jeśli w analityce widzi się tylko statystyki odsłon, wizyt i klików.
Google Analytics ma swoje wady. Ba, jego ukryta, domyślnie włączona opcja dzielenia się danymi anonimowo jest więcej niż wadą. Ale w momencie kiedy jego użycie jest uzasadnione bądź wręcz oczekiwane, to obowiązkiem zleceniobiorcy jest bycie na topie ze wszystkim, z takimi certyfikatami także. To jest wyraz poważnego podejścia do obsługiwanych Klientów. A do tego, że sobie Google wokół tego robi sobie właściwą otoczkę, to powinniśmy już być wszyscy przyzwyczajeni.
Jaki jest sens? Prosty – eksperta wynajmuje sie dlatego, ze samemu sie czegos nie umie zrobic. Jak ja chce naprawic tluczacy sie element auta to mnie guzik obchodzi czy mechanik ma jakies certyfikaty. Nie interesuje mnie tez to, jak auto jest zbudowane, ani jakich on narzedzi uzywa do naprawy.
Klient chce wynikow. Przy Twoim podejsciu kazdy webmaster by oczekiwal od klienta ze bedzie znal roznice miedzy PHP i ASP oraz doceni certyfikat Zenda. Badzmy realistami…
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Zobaczymy co będziesz mówił, jak taki mechanik zamiast naprawić – dobije auto. Zaręczam, że wtedy Twój stopień zainteresowania wzrośnie wprost proporcjonalnie do wartości auta.
No ale jak zlecasz cos profesjonaliscie, to chyba nie po to, zeby samemu sie na szybkiego o tym uczyc i patrzec mu na rece, nie? Gwarancja profesjonalizmu jest umowa (konkretnie jej postanowienia), a nie patrzenie na rece…
Tak, ci bankierzy, których teraz 3/4 świata wykupuje swoimi podatkami, też przecież mieli być profesjonalni, nie? Przecież ludzie też mieli umowy, nie?
Przywołujesz realizm w swoim poprzednim komentarzu. Realnie na rzecz patrząc, zanim kogoś wynajmiesz – musisz odrobić lekcje, i po prostu tego kogoś sprawdzić. Z mojej perspektywy inwestycja w taki exam stawia mnie w lepszej pozycji niż osoby bez niego. I naprawdę w tym momencie nie ma znaczenia czy z examem jest dużo lepiej, czy tylko troszkę lepiej.
Jeżeli ciągniemy już analogię samochodu i mechanika to wg Ciebie Chris team Roberta Kubicy szuka specjalistów, którzy sprawią, że samochód będzie jechał do przodu i miał 4 koła? Jeżeli ktoś zarabia dzięki swojej własności www to jest zmuszony poświęcić więcej czasu na znalezienie odpowiednich osób, które mogą mu pomóc.
Ja sądzę, że problem polega tutaj w dużej mierze na niedocenianiu i braku zrozumienia dla samej webanalityki. Nie mam zamiaru robić z tego czarnej magii – bo nią nie jest.
Jeżeli chodzi o bankierów i finansistów US to polecam obejrzeć: http://vimeo.com/3261363. Nic nie stało się od tak.
Kompletna amatorka ze strony google.
1. Za 50 USD moge dostac obrazek w PDF’ie. Super. Tylko ze moge sobie go sam namalowac. Brakuje weryfikacji poprzez link wiec ten PDF nie ma zadnej wartosci.
2. Platnosc za test nie idzie przez SSL wiec nie zdziwcie sie jesli ktoregos dnia obudzicie sie bez pieniedzy ktore okazalo sie ze wyplaciliscie w Hondurasie nawet tam nie bedac.
Pozdrowienia
Zaniedbanie ze strony Google. Przytomny user zmieni adres z http na https. Weryfikacja poprzez adres URL może być w przyszłości zaimplementowana. Jeżeli ktoś lubi malować niech maluje ;).
Przytomny user zmieni adres z http na https i napisze Verified by thawte. Nie chodzi o literke „s” a o certyfikowane polaczenie ssl wymagane przy platnosciach karta : )
Point taken. Nie sądzę natomiast, aby to był dobry argument podważający sensowność posiadania certyfikatu. To, że Google daje ciała nie jest nowiną.
Certyfikat bylby jaknajbardziej ok jesli mozna by go zweryfikowac. Prosze sobie wyobrazic ze prowadzi Pani nabor do swojej firmy. Przychodzi dziesiec osob, kazda z certyfikatem. Jak sprawdzi Pani jego wiarygodnosc skoro nigdzie nie ma linkow weryfikujacych. Powie Pani – zapytam o to, o tamto i juz wiem kto ma wiedze. Otoz to, poco wiec certyfikat ?
Co innego gdyby byly link w domenie google.com pozwalajace na weryfikowanie (tak jak w przypadku certyfikatow google adwords). Brak takowych sprawiaze GIQ to bezwartosciowy pdf dla kogos kto mialby go brac pod uwage jako kryterium dot. np. zatrudnienia.
Aczkolwiek rozumiem ze daje on duzo satysfakcji prywatnie, pozwalajac sprawdzic swoje umiejetnosci.
Odbiegajac od tematu – fajny kapelutek (nie moglem sie powstrzymac ; )
Nie rozumiem Cię. Wyjątkowo Ci ten certyfikat przeszkadza, u Roberta zostawiasz takie same komentarze.
A na PiO nawet ilustracje. :-)
Nie rozumiem Cię. Wyjątkowo Ci ten certyfikat przeszkadza, u Roberta zostawiasz takie same komentarze.
Kasiu, doskonale rozumiesz o czym pisze.
Zostawilem takie same komentarze na PiO, u Was na webaudit.pl, u Pana Berlinskiego (niestety z tego co widze ten Pan mnie ocenzurowal) i na ittechnology.us chca zwrocic uwage na problem bubla jakiego wypuscilo Google a nie z zazdrosci.
Certyfikat mi nie przeszkadza tylko sposob w jaki jest on serwowany. To jest nabijanie ludzi w butelke a Ty chyba bardzo nie chcesz tego zauwazyc (co mnie jednak nie dziwi zwazywszy na to jak lekcewazaco traktujesz sobie brak certyfikowanego SSL’a przy platnosci karta). Firma wielkosci Googla nie moze porponowac takiej tandety.
W jaki sposob certyfikat ekspiruje? Co to znaczy ze jest wazny 18 miesiecy? Czy po tym okresie nalezy go sobie przedluzyc edytujac za pomoca NitroPDF czy wydac kolejne 50 USD? Jak potencjalny pracodawca moze sprawdzic jego wiarygodnosc? To sa fundamentalne problemy. Albo robi sie cos profesjonalnie albo sie robi dziadostwo. Jesli to drugie, to wybacz, zle trafilem.
Proponuje na fali sukcesu GAIQ uruchomic, za jedyne (kolejne) 50 USD GAIQ level 2 (oczywiscie VIP’owskie kursy tylko dla posiadaczy certow z pierwszej czesci).. Ciekawe ilu sie zdecyduje na kolorowego i nic niewartego PDF’a.
A Wy im jeszcze kabze nabijacie opisujac to na blogach, linkujac do siebie, etc etc… wszystko w pseudo-naukowej atmosferze… tak jakby naprawde rzecz dotyczyla czegos wartosciowego.
Ale gratuluje i jednoczesnie ubolewam patrzac jak wielu daje sie manipulowac kolorowymi PDF’ami.
Ten certyfikat ma taki sam cel jak certyfikat GAP. Wszystko to tylko po to, abyśmy wydawali budżety reklamowe u Google. Tak jest prawda i to jest oczywiste. Nikt nie napisał, że jest to niesamowicie wielki wyczyn – zdać. Nie wiem czy dobrze czytałeś ten wpis. W pierwszym zdaniu nasz ironiczny fragment:
a potem
Na dzień dzisiejszy rynek wyszukiwarek w Polsce to 95 procentach Google. Klienci wybierając zleceniodawcę kierują się wieloma rzeczami m.in. faktem czy osoba, którą wynajmują się na tym zna. Jeżeli mogę mieć chociaż lekką przewagę nad konkurencją to ją z chęcią biorę. Tak postrzegam ten certyfikat, egzamin GAP, Qualified company i wszystkie podobne.
Owszem linkuję do kolegów, ponieważ uważam, że moja informacja na temat egzaminu jest bez tego niepełna. Mówię „hej tutaj jest garść informacja na temat egzaminu. Te osoby też zdały, więc można tam znaleźć dodatkowe info.” Internet – linkujesz informacje pochodne. Szanuję czytelników Magicznego i zawsze staram się podać źródło oraz dodatkowe informacje, aby byli w stanie sami sobie zweryfikować pewne rzeczy. Jeżeli napiszesz wpis na temat tego, że egzamin GIQ to ściema i wyrzucanie pieniędzy w błoto także dodam odnośnik. Nie mam z tym problemu. Jestem daleka od tego, aby tworzyć sobie kółko wzajemnej adoracji.
Martwi mnie fakt, że nie potrafisz nawet podpisać się imieniem i nazwiskiem, gdy krytykujesz. Powtarzanie w kółko argumentu, że brakuje ssl który ma podważyć sensowność zdania egzaminu zakrawa o jakiś osobisty kompleks i najwyraźniej nadmiar czasu. Stwórz coś, napisz o tym. Chętnie poczytam.
[...]Powtarzanie w kółko argumentu, że brakuje ssl który ma podważyć sensowność zdania egzaminu zakrawa o jakiś osobisty kompleks i najwyraźniej nadmiar czasu.
Zaczynasz prywatne wycieczki. Zupelnie niepotrzebnie.
Owszem, witryna egzaminu jest niedorobiona, powinna mieć SSL domyślnie. Owszem, przytomny user zmieni sobie to ręcznie na https – tak było w moim przypadku. Certyfikat SSL jak dla mnie jest całkiem okej – wystawiony w 2008, do 2013 na *.starttest.com przez Equifax Secure Inc.
Kolega Visacreditcard powinien rozgraniczyć marketingowe/branżowe znaczenie certyfikatu GAIQ od samej spartaczonej witryny egzaminu. Całkiem logiczne wydaje się założenie, że potencjalnego pracodawcę/klienta osoby z GAIQ będą bardziej interesowały faktyczne umiejętności tejże osoby niż fakt, czy płaciła za egzamin przez SSL czy nie.
Należy o tych niedoróbkach mówić, należy je eksponować. Nie można ich jednakże przekładać na ogólny wymiar egzaminu.