Strona główna » Biznesowo » Fastfoodowe dziedzictwo Szambonautów

Fastfoodowe dziedzictwo Szambonautów

by Bartek Krzemień dnia 31 stycznia 2010

in Biznesowo,Polskie Podwórko,Ranking Organiczny

Dlaczego korzystamy z wyszukiwarek? Aby znaleźć interesującą nas informację. Proces korzystania z wyszukiwarki da się opanować w stosunkowo krótkim czasie i raczej nie należy on do trudnych. Zastanawialiście się kiedyś jak z wyszukiwarek będą korzystać Wasze dzieci? Mój maluch chciał niedawno dowiedzieć się jak działają lasery. Rezolutnie zaczął więc wpisywać do Google „jak…”, a warte 500 miliardów złotych algorytmy rezolutnie podpowiedziały mu „jak zrobic minete”.

Witajcie w szambie

Legendarne już słowa CEO Google z października 2008 roku:

Internet staje się szambem, w którym kwitną fałszywe informacje.

Trudno się z tym nie zgodzić. Natomiast jest coś, czego żaden ze sterujących Google nie ma odwagi powiedzieć: Znakomita większość szamba powstała i utrzymuje się dzięki pieniądzom Google. Innymi słowy to Google finansuje powstawanie śmieci w Internecie.

Zamiast organizowania światowych zasobów informacji mamy więc fundowanie największego na świecie śmietnika.

Model biznesowy Google polega na magazynowaniu wszelakich treści (bez pytania o zgodę) i następnie wyświetlaniu tychże (również bez pytania autorów o zgodę) na własnych serwisach, w towarzystwie reklam. Z reklam pochodzi ok. 98% zysku G.

Firma idzie dalej – oprócz treści na własnych serwisach, syndykuje wyświetlanie reklam na innych witrynach. Jak? Świetnym przykładem jest Mahalo – witryna, która ma w indeksie Google pół miliona stron ze skradzioną treścią, opatuloną reklamami. Layout nastawiony na eksponowanie mlecznych krów:

Mahalo layout (Źródło: SEOBook.com)

Mahalo layout (Źródło: SEOBook.com)

Automatycznie tworzone strony, wypełniane treścią ze źródeł, które nie wiedzą, że jest ona pożyczana. Brzmi dziwnie znajomo… jakby ktoś opisywał przeciętne, pozycjonerskie zaplecze.

Grając na dwa fronty, Google stworzyło siłę, której samo nie jest już w stanie kontrolować. Jak pisze John Andrews:

Nie ma tygodnia żeby jakiś fundusz VC albo przedsiębiorca nie pokazywali mi nowej strategii internetowej. Strategii nastawionej na wykorzystanie faktu, że Google jest uzależnione od szamba śmieciowych treści.

Masowo powstają projekty, które mają tylko jeden cel: byle czym karmić wiecznie żarłoczne boty, emitować byle jakie reklamy i inkasować całkiem konkretne pieniądze. Jest źle, a będzie jeszcze gorzej.

Wyniki wyszukiwania są słabe

Wracając do przykładu mojego malucha, ja również co raz częściej doświadczam frustracji korzystając z Google. Nieskromnie powiem, że uważam się za osobę, która umie używać wyszukiwarki ;). Wyniki wyszukiwania są po prostu słabe.

Częstokroć, zadając komercyjnie zorientowanego zapytania, dochodzę do wniosku, że polski indeks składa się z:

  1. stron z wynikami wyszukiwania innych serwisów
  2. katalogów firm, które często nie zawierają nawet telefonu, nie mówiąc już o linku do danego biznesu
  3. katalogów stron wszelakich
  4. aukcji z Allegro zakończonych lata temu :)
  5. snippetów reklamowych, wpychających mi przed nos produkt Google inny niż wyszukiwarka, który mnie w danej chwili zupełnie nie obchodzi – polują na tzw. drugi klik: jeśli nie kliknę w reklamę od razu, to może skuszę się na drugiej stronie.

Co więcej, Google zjada tutaj własny ogon dzięki algorytmom tak zakochanym w brandach – znakomita większość linków do stron z wynikami wyszukiwania prowadzi do znanych domen. Znane czy nie – w obu przypadkach wyniki wyszukiwania z linkami do innych wyników wyszukiwania są tak przydatne jak drzwi w lesie.

Duże polskie witryny patrzą na wskazówki dla Webmasterów z szerokim uśmiechem. Nie zrozumcie mnie źle – nie przeszkadza mi, że jedna firma bimba sobie ze wskazówek innej. Przeszkadza mi zakłamanie i hipokryzja zespołu Google ds. walki ze spamem.

Pogromcy Spamu

Zespół ds. walki ze spamem jawi się jako przyjaciel dobrych webmasterów i śmiertelny wróg czarnych kapeluszy. Kiedy jednak widzę takie witryny jak Mahalo, to ja również zastanawiam się jak ci konkretni Googlerzy mogą patrzeć na siebie w lustrze.

Potrafią niezmordowanie polować na przeciętnych spamerów, operujących w stosunkowo małej skali, a jednocześnie pozwalają na funkcjonowanie takiej fabryki jak Mahalo.

Aaron Wall stawia tezę, że Google pozwala na działanie takich śmieciowych przedsięwzięć po to, aby zniszczyć lub zmiękczyć innych, poważniejszych wydawców sieciowych.

Trzeba przyznać, że ma to sens. Osłabienie wydawców doprowadzi do ich przejęcia przez większe podmioty lub po prostu bankructwa. Im więcej wydawców zniknie, zostanie kupionych lub stanie na skraju bankructwa, tym bardziej skonsoliduje się rynek dostawców treści. A Google zajmie znacznie przyjemniejszą pozycję wyjściową w późniejszych negocjacjach. Ten proces jednak trochę zajmie. W międzyczasie rzucają zasłony dymne, jak ta najświeższa z Davos, informująca o zamiarze zwiększenia transparentności w podziale zysków za kliki w AdSense. Gdy już będzie po wszystkim: Google wynegocjuje to co chce i zapewne zrobi czystkę w indeksie. My z kolei usłyszymy kolejną bajkę z cyklu dla dobra naszych użytkowników zdecydowaliśmy, że…

Aaron pisze, że obecnie taka strategia ma sens, ponieważ prawie nikt nie rozumie jak tak naprawdę działa rynek i o co w tym wszystkim chodzi. Póki nie wyjdzie to poza branżę SEO (a i w zachodnim SEO mało kto o tym mówi), póty marka Google absolutnie nie traci na zmienianiu Internetu w szambo.

W kontekście powyższych rozważań warto umieścić branżowe dyskusje z Polski. Retoryka z forum PiO (kto nas znowu podkablował?! co za ciota bez jaj! punkty sprzedam), grup GoldenLine związanych z searchem (łaaa mam w AdWords CTR 200%!!), tudzież takich publikacji jak niedawny raport o SEM firmowany przez Interaktywnie.com (przeglądarka Google; a czy ty też już jesteś etyczny?) – pokazują w którym miejscu jesteśmy i dokąd idziemy. Gdzie Rzym, gdzie Krym, gdzie karczmy babińskie… :)

Fast Food Content

Kiedy połączyć ze sobą puzzle, na które składają się:

  • postawa Google
  • bezwzględność i bezczelność ludzi pokroju Jasona Calacanisa (CEO Mahalo)
  • mrówcza praca rzeszy krótkowzrocznych pozycjonerów, stawiających co dnia 200 wordpressów pod zaplecze

wyjdzie nam coś, co Michael Arrington określił jako świt fast food content.

Pod tym pojęciem kryją się przedsiębiorstwa zatrudniające rzesze marnie opłacanych freelancerów do treści. Oczywiście powstające materiały są dokładnie na takim samym poziomie jak płace. Marnym. Nie przeszkadza to jednak w pozyskiwaniu obłędnej ilości ruchu z wyszukiwarek, emitowaniu reklam i zarabianiu.

Królem fast foodów jest McDonald. Królem fast food content jest Demand Media. Firma, która wypluwa codziennie 4000 publikacji w formie artykułów i wideo. Tematy publikacji dobierane są na podstawie analizy najnowszych trendów w wyszukiwarkach. Jak czytamy w artykule na Wired, docelowo chcą osiągnąć 1 milion publikacji miesięcznie. Jeśli to się powiedzie, Demand Media będzie wydawać na płace dla autorów 200 milionów dolarów rocznie. Stanowi to mniej niż trzecią część tego, co The New York Times płaci swoim pracownikom i dziennikarzom przy wydolności 5000 artykułów na miesiąc.

Nic dziwnego, że chłodno kalkulujący biznesmeni pójdą w fast food content. Warto jednak spojrzeć na pewną drobną różnicę. Poziom publikacji NYT każdy z nas może sobie wyobrazić. A poziom publikacji Demand Media? Proszę bardzo:

Smakowało?

Demand Media, choć król, to nadal tylko jedna firma. Skoro zarabiają pieniądze, na pewno znajdą naśladowców. Tym bardziej, że już teraz inwestujący w nich VC wycenili tą fabrykę gniotów na 1 miliard dolarów. Wraz z pojawieniem się naśladowców wzrośnie konkurencja. To z kolei uruchomi szalony wyścig w cięciu kosztów. Pytanie jak to wpłynie na już i tak lichą jakość publikacji jest oczywiście retoryczne.

Jeśli teraz tradycyjni wydawcy narzekają i płaczą, to strach pomyśleć co będą robić, kiedy fast foody naprawdę się rozwiną. Wy natomiast przygotujcie się już teraz na nadchodzącą codzienną, wielokrotną styczność z najpodlejszym z makdonaldów, w jakich zdarzyło się Wam być. Fast food w szambie – smacznego.

{ 9 komentarze… przeczytaj je poniżej lub dodaj swój }

1 andrzej 1 lutego 2010 o 01:15

Bardzo, bardzo nieprzyjemna lektura na niedzielny wieczór :( Oczywiście, o nie przytyk do autora, tylko niestety do przykrej sytuacji opisanej. Do autora – podziękowania, bo ja mając podejrzenia, nie miałem pojęcia o skali problemu.
pozdrawiam

2 Piotr 1 lutego 2010 o 09:42

No, rzeczywiście niezbyt przyjemnie się robi. Ale jako, że należę do osób, które chcą i starają się czynić świat lepszym, zamierzam skorzystać na tym, że tak dużo jest tego „syfu” i beznadziejnie bezwartościowej i płytkiej informacji propagującej mity w mojej branży. Mój przyszły Blog będzie oferował informacje wiarygodne i potwierdzone naukowo.

Pozostaje pytanie: Czy przyzwyczajona do „lekkostrawności”(?) tego szamba młodzież, a późniejsi ludzie dorośli, będą w stanie docenić dogłębność i wiarygodność tak przedstawionych informacji? Przecież, aby opisać rzeczywistość (i psychikę ludzką w przypadku mojego przyszłego Bloga) potrzebne są czasami słowa, do których słownictwo tego „pop-szamba” nie bardzo pasuje. :/
Więc albo to będzie nie lada wyzwanie pisać tak, żeby przyciągnąć ludzi do czegoś bardziej inteligentnego niż wspomniane szambo, albo pozostanie pisać dla wąskiej garstki ludzi, który rozumieją i znają wartość wiarygodnej informacji.

3 shpyo 1 lutego 2010 o 14:04

Bardzo dobry artykuł ukazujący trochę, czym tak na prawdę jest black SEO i jak się z tego żyje. To co robią polscy pozycjonerzy, to pikuś w porównianiu z największymi graczami :).

4 Cezary Lech 1 lutego 2010 o 20:26

Bardzo inspirujący przykład Demand Media – fabryka kontentu na wielką skalę. Myślę jednak że tego typu treść jest wysokiej jakości, nie ma się czego czepiać – udzielają odpowiedzi na intencje użytkownika ! Chciałbym żeby pozycjonerskie zaplecze tak wyglądało !

Ciekawy model biznesowy i algorytm wyszukiwania nisz rynkowych.

5 Bartek Krzemień 1 lutego 2010 o 21:32

@Andrzej, #1
Dziękuję za ciepłe słowa.

@Piotr, #2
Myślę, że to co piszesz w ostatnim akapicie się ze sobą łączy. Ta nieduża grupa ludzi rozumiejących wartość informacji od Ciebie pomoże Ci ją rozpropagować. Taki wniosek stawiam obserwując Czytelników Magicznego :).

Druga kwestia to jakie cele ma Twój biznes. Masówka nie będzie miała takiej jakości jak usługa kierowana do konkretnej grupy odbiorców. Podobnie jeśli chcesz świadczyć usługi na odpowiednim poziomie to z czasem okaże się, że niektórych odbiorców po prostu nie chcesz mieć w gronie swoich Klientów.

@shpyo, #3
Zgadza się, pojedynczo to pikuś. Ale gdyby to tak agregować? ;))

@Cezary, #4
Świetny dowcip z tą inspiracją i treścią wysokiej jakości :). Jakiś czas temu widziałem nawet bardziej inspirujący materiał – infografikę:

Źródło: The Evolution of Man & Media.

6 Kasia Bauer 3 lutego 2010 o 22:02

Temat kontynuuje Danny Sullivan i odnosi się do przemówienia jednego z inwestorów Mahalo – Mark Cuban, który nazywa Google wampirem:

„Google is a vampire, and you run scared,” he said. „There is no reason to be indexed in Google.”

Jednocześnie ten sam człowiek zarabia na Google poprzez inwestowanie w Mahalo.

7 Aleksander Ślązak 4 lutego 2010 o 09:47

Jeśli chcecie się załamać do końca i zobaczyć co wpisują „internauci” wpiszcie w google.pl: „mam 1″
Może to temat dla Złotych myśli – oni mają dużo poradników.

8 Kasia Bauer 5 lutego 2010 o 10:38

@Aleksander
Faktycznie ciekawe… podpowiedzi

9 gracjan 23 lutego 2010 o 18:06

Dzis wlasnie o to chodzi, jak najwiecej po najnizszych kosztach, choc i tak slono za wszystko sie placimy. Jedzenie coraz gorsze, nowoczesne samochody czesciej sie psuja od tych juz zabytkowych, pelno filmow, gazet, artykulow nie wartych poswiecenia czasu i pieniedzy, technologia zmieniajaca sie codziennie, zeby tylko sztucznie napedzic rynek.. wymieniac mozna dlugo, a to wszystko dla nas, bo uwielbiamy otaczac sie smieciami, w koncu jestesmy ich konsumentami :)

Zostaw Komentarz

You can use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong> <pre lang="" line="" escaped="">

Wcześniejszy wpis:

Kolejny wpis