Napisane przez :
dnia: piątek, 29 lut, 2008
7

Historia Linków Sponsorowanych

Nie musisz czytać do końca tego wpisu, ponieważ sprzedam Ci jego meritum na samym początku – to nie Google wymyśliło linki sponsorowane. Pomysłodawcą był Bill Gross, który dostrzegł w wyszukiwaniu potencjał na ekonomiczną rewolucję Sieci. Bez jego pomysłu prawdopodobnie nie było by dziś Google. W każdym razie, nie w takim wymiarze jakim je znamy. 

Złoto Internetu

Zanim przeniesiemy się kilka lat wstecz przytoczę garść faktów i liczb. Linki sponsorowane to te niepozorne linki po prawej stronie oraz powyżej wyników wyszukiwania, które pokazują się, gdy wykonujesz wyszukiwanie. Istnieją też ich inne formy jak np. AdSense, ale będziemy się skupiać na wyszukiwarce. Przychody Google 2007Reklamy wyświetlające się na Google pochodzą z programu AdWords. Jest to flagowy produkt reklamowy i jednocześnie główny dochód firmy. W 2007 roku, czyli za 12 miesięcy produkt ten przyniósł dochód wysokości 16,6 miliardów dolarów.

Szesnaście miliardów to jest 9 zer, czyli $16,593,986,000. Google jest znane ze swojej technologii wyszukiwania. Wielu z nas ułatwia sobie codzienne życie używając jej w poszukiwaniu informacji w wielkim chaosie Sieci. Natomiast okazuje się, że sprzedaż licencji na używanie tej technologi wraz z innymi produktami i usługami Google przynosi zaledwie 1% całego ich dochodu. 99% to linki sponsorowane, 99% to dochód z reklamy, to 99% uczyniło z projektu uniwersyteckiego “BackRub” najbardziej znaną firmę w dzisiejszym Internecie. Bill Gross fotoPomysł ten zawdzięczamy pewnemu człowiekowi.

Pomysłowy Dobromir Internetu

Bill Gross jest tym typem człowieka, który ma wiele przedziwnych pomysłów i nie boi się ich wprowadzić w życie. Swoją pierwszą fortunę zrobił na oprogramowaniu, które pozwalało komunikować się z (dawniej bardzo popularnym arkuszem kalkulacyjnym) Lotusem 123 w języku naturalnym i tłumaczyło na

polecenia zrozumiałe dla programu. Gross ma na swoim koncie wiele innych

produktów jak Magellan, ciekawą wyszukiwarkę Snap, eToys, czy nawet kupioną

przez Google Picasę, Większość z nich narodziła się w IdeaLab. Firma ta, założona przez Billa wdraża pomysły w życie i jest nazywana tzw. business incubator. Skupmy się jednak na tych 99%, które generują linki sponsorowane firmie Google.

GoTo.com narodziny pomysłu na linki sponsorowane

W czasie, gdy Bill pracował nad GoTo.com jego IdeaLab miał ponad tuzin firm związanych z Internetem, które potrzebowały dobrego trafficuIdeaLab Logo (ruchu z sieci), czyli takich użytkowników, którzy byli faktycznie zainteresowani usługami tych firm. Gross zadał sobie pytanie jak rozróżnić tych dwiedzających? Jak mały biznes może kupić za rozsądną cenę traffic, którego potrzebuje? Te pytania stały się misją GoTo.

Pomysł na GoTo.com powstał z założenia, że wyszukiwarki internetowe były zepsute – nie spełniały już swojego zdania. W późnych latach 90-tych najważniejszą miarą w Internecie była odwiedzalność / traffic. Portale nie interesowały się zbytnio marną jakością wyników wyszukiwania, ponieważ ich strategia polega na tym, aby utrzymać użytkowników w swojej sieci, a nie odsyłać do innych witryn. Wydawało się, że SPAM w wyszukiwarkach ich nie dotyczył, więc “naprawienie” wyszukiwarek nie leżało w ich interesie. Późniejszy sukces Google udowodnił, że

pominięcie tego faktu było poważnym błędem.

Podczas, gdy portale kupowały kolejne witryny z dużą bazą użytkowników, Gross myślał nad tym, jak poradzić sobie z problemem wyszukiwania. Doszedł do wniosku, że rozwiązaniem może być wprowadzenie jakiejś ekonomicznej wartości do ich wyników – inaczej SPAMSPAM w wyszukiwarkach - burger przejmie do końca wyszukiwarki. Podążając tą myślą, na pierwszy ogień rozdzielił ruch w sieci na dobry i zły. Dobry traffic, czyli odwiedzający, którzy konwertują się w klientów oraz tych, którzy zamieniają się w stałych użytkowników usługi. Zły traffic, czyli ten, który przyprowadza użytkowników z powodu SPAMu, nieodpowiedniej powierzchni reklamowej portali czy niskiej jakości wyników wyszukiwania.

Dzięki swoim nowozałożonym firmom z IdeaLab, Gross badał ruch na ich witrynach. Obliczał koszty aż do poziomu jednego użytkownika. Przy pomocy narzędzia analitycznego obliczającego koszt za klik, Gross dostrzegł prawdziwą cenę, za którą konkretna firma z IdeaLab byłaby w stanie zapłacić za dobry traffic. Okazało się też, że ta suma jest o wiele wyższa niż koszt kupna odwiedzających konwencjonalnymi metodami. W skrócie Bill zrozumiał, że chodzi o jakość trafficu, a nie o ilość. Każda firma zapłaciłaby 7 centów lub więcej za odpowiednią wizytę – taką, która ma szansę się skonwertować w zysk. Firmy poszukują, więc użytkowników z konkretną intencją. Istnieje pewne narzędzie, które posiada Bazę Danych Intencji, ale w tamtych czasach jakby o niej zapomniano – była nią wyszukiwarka.

Określanie zasad działania GoTo

Gdy ktoś wpisuje do okna wyszukiwarki zapytanie “tanie bilety Londyn”, nie jest

trudno odgadnąć jego intencje. Baza danych intencjiPrawdziwa

wartość wyszukiwania to “słowo kluczowe”. Mówi ono co użytkownik ma na myśli i na dodatek można je wycenić.

Żeby zrealizować założenia GoTo, Gross musiał mieć 2 rzeczy. Użytkowników, którzy by korzystali z wyszukiwarki oraz reklamodawców, zainteresowanych określaniem stawek na wybrane słowa kluczowe. Ruch na stronie mógł kupić, lecz najpierw potrzebował sporej bazy reklamodawców, którzy licytowaliby się o słowa kluczowe. Niestety, dla osób zainteresowanych reklamą, słowa kluczowe nie wydawały się na tyle cenne, aby za nie płacić. Bill Gross znał wartość słowa kluczowego – reklamodawcy niekoniecznie.

Wprowadził on do reklamy internetowej dwie rzeczy, które w tamtych czasach wydawały się niedorzeczne.

Pierwszą z nich było naliczanie płatności za klik, czyli opłata za wyniki. Gdzie, jak Internet długi i szeroki, opłata zawsze była pobierana za wyświetlenie. Na dodatek pieniądze były pobierane po kliknięciu, a nie z góry jak to czyniły wiodące Yahoo! czy AOL.

Drugą niedorzecznością stała się cena – 1 cent za klik. W czasach, gdy traffic był niemalże internetowym narkotykiem dla dotcomów, Gross powziął iście dealerowskie podejście – “pierwsza działka jest darmowa” (no, prawie darmowa – 1 cent). Ten jeden cent sprawił, że wielu obserwatorów jego działań pukało się w czoło mówiąc, że przedsiębiorstwo pójdzie z torbami. On natomiast miał asa w rękawie. Zdawał sobie sprawę, że w momencie, gdy pojawi się więcej reklamodawców na często wyszukiwane słowa, do gry wejdzie licytacja o najwyższe pozycje. Podniesie to stawki do prawdziwej wartości licytowanego słowa kluczowego.

Gwarancja wyników dla reklamodawców

Tak się też stało. Po około sześciu miesiącach średni koszt przyprowadzenia użytkownika na witrynę GoTo.com zrównał się ze średnią ceną jaką płacili reklamodawcy Grossowi. Od tego momentu firma zaczęła na siebie zarabiać. Stawki na słowa kluczowe nie przestawały też rosnąc, utwierdzając Billa, że prawdziwa wartość Internetu leży w jego rzetelności. Uważał on, że gwarancja wyników musiała być modelem płatności za media.

W 1998 roku pomysł bazowania swojego biznesu na płatności za kliknięcie wydawał się dzikim hazardem. Będąc na miejscu Yahoo! czy AOL kto chciałby brać odpowiedzialność za to, co sprzedaje się swoim partnerom? Jeżeli marketerzy nie potrafią zamienić trafficu w klientów to jest już czyjś inny problem. Gross
wierzył, że jego GoTo.com przetrwa nie tylko z powodu Internetowego szału, który
wtedy panował, ale głównie dlatego, że jego model biznesowy działał. Dostarczał
trafnych informacji komercyjnych swoim użytkownikom i jednocześnie sprowadzał wysokiej jakości ruch na witryny reklamodawców. Dzięki temu przetrwał recesję w 2000 roku. Gdy większość dotcomów patrzyło bezradnie jak ich akcje spadają a inwestorzy opuszczają, Bill wraz ze swoimi linkami sponsorowanymi pisał nowy rozdział w dziejach Internetu. Lecz nie wybiegajmy za bardzo w przyszłość. Zobaczmy najpierw jak zaczęła się historia GoTo.

Następna część zawiłej  i ciekawej historii linków sponsorowanych jest nadal dopieszczana już gotowa. Mam w planach opublikować ją w następny Opublikowana została piątek (06.03.2008) lub wcześniej, jeżeli mi się uda. Będę wdzięczna za każdy komentarz, ocenę czy radę w stosunku do aktualnego wpisu. Z następnego dowiecie się m.in jak wyglądały początki GoTo i jak firma się rozwinęła, a także w końcu pojawi się na scenie Google. Zapraszam serdecznie – złapcie RSS, aby nie przegapić.

Następne części:

Komentarzy 7

  1. Marcin pisze:

    B.dobry post, wlasciwie artykul.

    Dobry wstep, bo ktos moze miec malo czasu, a tak odrazu wie o czym bedzie i nie musi wcale czytac jak niechce. Dosc przewrotnie, dlatego chwytliwie.

    Tak trzymaj, zostaje czytelnikiem i dodaje do mojego iGoogla

    Pozdrawiam,
    Marcin

  2. Kasia Bauer pisze:

    Dzięki za komentarz :) Zmotywował mnie – druga część gotowa :)

  3. Bacha pisze:

    Artykul tresciwy, dopracowany, zrozumialy, przejrzysty. Widac, ze pisanie tematycznych postow nie sprawia Ci zadnego problemu.

    :-)

  4. Tomek pisze:

    Artykuł faktycznie ciekawy, jak się nie mylę bazowany na książce Johna Battelee „Szukaj”, nie mniej przyjemnie się go czytało, ot taka historia linków w pigułce. Teraz czekam na 3 część :)
    Pozdrawiam i życzę zdrówka !!

  5. Kasia Bauer pisze:

    Tomek napisał:

    Artykuł faktycznie ciekawy, jak się nie mylę bazowany na książce Johna Battelee „Szukaj”, nie mniej przyjemnie się go czytało, ot taka historia linków w pigułce.

    Tak, zgadza się. Bazowałam w dużej mierze na książce Johna Battelle. Źródła opisane są już w trzeciej, jeszcze ciepłej, części, która czeka na publikację w piątek :)

  6. Tomek pisze:

    I bardzo dobrze, w piątek zabiorę się do czytania. Ps, jeśli interesuje Cię firma Google, to polecam jeszcze książkę „Google story” Opowieść o firmie która zmieniła świat. Osobiście jescze nie czytałem, ale mój promotor pracy magisterskiej ją bardzo zachwalał i sam mam w niedługim czasie ją przeczytać

  7. Kasia Bauer pisze:

    W końcu udało mi się wymienić czeską wersję tej książki – Google Story – na polską i niestety po ok 80 stronach nie mogłam dalej znieść tej propagandy. Książka jest napisana w przesłodzony sposób. Nie polecam jej. Próbowałam nawet przebrnąć przez nią tylko aby zobaczyć czy znajdę jakieś mało znane fakty – nie znalazłam i nie skończyłam jej. Rozczarowała mnie bardzo.

    Nie znam backgroundu w jaki sposób została wydana, ale jest to książka, którą samo Google popiera i rozdaje na spotkaniach. Polecam natomiast przeczytanie opinii o książce na amazon.
    Warto też obejrzeć
    film z Davidem Vice opowiadającym o książce, aby wyrobić sobie własną opinię.

Dodaj Komentarz

XHTML: Możesz użyć następujących tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong> <pre lang="" line="" escaped="" highlight="">