Strona główna » Ranking Organiczny » Pozycjonowanie, kradzież i zapis pewnej rozmowy telefonicznej

Pozycjonowanie, kradzież i zapis pewnej rozmowy telefonicznej

by Bartek Krzemień dnia 2 maja 2009

in Ranking Organiczny

W ciągu ostatnich dni, zarówno za oceanem jak i w Europie, rozgorzała dyskusja na temat szeroko pojętego contentu. Gra toczy się o treści wszelakie, niemniej sprowadzić je można do wspólnego mianownika – treści tworzone przez duże podmioty. Wszyscy wiemy jednak, że bardzo dobre, unikatowe treści tworzą i publikują w Internecie także maluczcy. Bardzo często niszowy blog, pisany przez pasjonata, zawiera o wiele więcej wartościowych informacji niż większość artykułów prasowych bądź materiałów telewizyjnych.

Owszem, mainstreamowym mediom zdarza się pożyczać takie treści, a im dalej na zachód, tym częściej. Jednak to nie mainstream jest głównym pasożytem, żerującym na pasjonatach. Tak moi drodzy, mowa o pozycjonerach.

Pozycjonowanie przez łamanie prawa

Kilka dni temu przeczytałem na jednej z popularnych grup dyskusyjnych komentarz pewnego, dość znanego, pozycjonera. Mniejsza o to co komentował, zachęcał natomiast dość bezczelnie do skopiowania komentowanego artykułu i przemielenia go na zaplecze.

Wspomniany ekspert pozycjonowania zachęcił mnie to sprawdzenia, czy aby ktoś nie karmi swoich spamiarek naszymi tekstami. Okazało się, że tak :). To konkretne zaplecze świadczło o niskiej świadomości jego autora. Oprócz skradzionych tekstów strony zawierały także ukryty tekst, przesycenie słowami kluczowymi i do potęgi tagów nagłówkowych.

Ustalenie personaliów i namiarów na firmę zajęło dosłownie 20 sekund. Jak? Pisałem już o tym przy okazji tekstu o splogach.

Namiary na firmę zawierały także numer telefonu, z którego skorzystałem. Zapis rozmowy jest z jednej strony bardzo śmieszny, z drugiej smutnie oddaje tragiczny stan usług pozycjonerskich na polskim rynku. Zapraszam do przesłuchania.

Celem publikacji tego nagrania jest przede wszystkim przestroga dla osób/firm zainteresowanych zleceniem komuś wykonania działań w wyszukiwarkach.

Nie mam zamiaru bawić się w żadne publiczne lincze, więc nie ujawniam o jaką firmę chodzi, ani nie publikuję żadnych zrzutów ekranu. W tym konkretnym wypadku możliwe jest nawet, że właściciele nie wiedzą, co ten amator robi :).

Jeśli jesteś pozycjonerem stosującym takie praktyki – nie myśl, że zawsze będzie kupa strachu z happy endem. W końcu ktoś Cię weźmie do sądu. A sądy są w przypadku Internetu coraz śmielsze. Skoro potrafią skazać za oszczerstwo w komentarzu na Allegro, tym bardziej poradzą sobie z łamaniem praw autorskich.

Jeśli jesteś przedsiębiorcą kupującym działania marketingowe od pozycjonerów – zastanów się jak nagłośnienie takiej sprawy może wpłynąć na Twoją markę i/lub biznes jako całość. A co jeśli pozycjoner publikuje skradzione treści na domenach należących bezpośrednio do Ciebie?

Zanim skomentujesz – przeczytaj poniższe wyjaśnienie i dygresję. Chcę postawić jasno kilka ogólniejszych rzeczy.

Co to jest zaplecze?

Dla mniej zorientowanych – zaplecze w slangu pozycjonerów to grupa witryn, które tworzy się tylko i wyłącznie jako mięso dla wyszukiwarek. Roboty indeksują witryny z zaplecza, a linki tam zawarte mają pomóc głównej witrynie w podniesieniu rankingu. Wcześniej wykorzystywano zaplecze również do emisji linków z systemów wymiany linków – albo żeby puścić w SWL własną, pozycjonowaną witrynę, albo żeby punkty w danym SWL komuś odsprzedać.

Pies pogrzebany jest oczywiście w ilości. Aby postawić dużo witryn trzeba skądś wytrzasnąć na nie treści. Skąd? Z Internetu :). Pozycjonerzy tworzą boty, które pobierają treści publikowane w kanałach RSS, bądź kopiują strony bezpośrednio. Tak pozyskane mięsko następnie albo wrzuca się na swoje spamerskie domeny, albo najpierw mieli, usuwa oryginalnie zamieszczone linki, miesza z treściami z innych kanałów, przyprawia (stosując skrypty zamieniające wybrane słowa na ich synonimy) i dopiero publikuje. Zabieg mielenia i przyprawiania stosuje się celem umknięcia przed etykietką zduplikowanego contentu – wyszukiwarki są co raz lepsze w rozpoznawaniu kopii. Następnie pozostaje już tylko dodać do zaplecza interesujące pozycjonera linki.

Co obrotniejsi pozycjonerzy dorabiają ideologię, że witryny z zaplecza też są przydatne dla użytkowników. I że fakt obecności kanału RSS uprawnia ich do kopiowania treści, a później ponownej publikacji już u siebie :).

Black hat SEO? SEO Policja? Disclaimer!

  • Nie interesuje mnie jakie praktyki stosuje jaka firma pozycjonerska, ani co sprzedaje swoim klientom. Jeśli chcesz kupić taką usługę i potrzebujesz w tej materii rady – zapraszam do kontaktu z nami.
  • Black-hat SEO to technika marketingu, tyle że znacznie bardziej ryzykowna. Dotąd, dopóki dana technika black-hat nie łamie obowiązującego prawa – nie interesuje mnie kto i po co ją stosuje. Wolno mu. Problem (choć także nie mój :) zaczyna się kiedy black-hat stosuje zleceniobiorca bez wiedzy i/lub zgody zleceniodawcy. Zleceniodwaco, jeśli planujesz się na taką grę zgodzić – zastanów się czy aby na pewno znasz wszystkie możliwe konsekwencje.
  • Jeszcze raz, tym razem przez analogię. Wyobraź sobie, że Twoja witryna to Twoje oszczędności całego życia, a działania marketingowe to sposób na ich pomnożenie. White-hat to lokata bankowa – pewna, bezpieczna, ale z małym zyskiem. Black-hat to giełda papierów wartościowych. Najeżona pułapkami, dynamiczna, łatwo tam wszystko stracić. Ale zysk… z pewnością rozumiesz :). Teraz zastanów się – czy beż żadnej wiedzy i przygotowania będziesz ryzykować oszczędności całego życia na giełdzie? Nie sądzę. Z black-hat SEO jest podobnie – jeśli nie wiesz w czym rzecz, nie ładuj się w to.
  • Obowiązujące prawo, to prawo stanowione przez władze danego kraju. Dla kontrastu regulamin jakiejkolwiek wyszukiwarki obowiązującym prawem nie jest. Łamanie regulaminów wyszukiwarki nie jest łamaniem prawa. Dobrze to sobie czasem przypomnieć, bo masa ludzi w Polsce jednak wydaje się tego nie rozróżniać.
  • Jeśli łamanie regulaminu wyszukiwarki jest na rękę Twojemu biznesowi i naprawdę wiesz jakie ryzyko się z tym wiąże – nie miej skrupułów. Zapewniam Cię, żadna wyszukiwarka ich wobec Ciebie nie ma. Pełno jest wskazówek i kodeksów dla webmasterów. Widział ktoś kiedyś wskazówki albo kodeks dla wyszukiwarki? :)
  • Bawienie się w SEO policję, publiczne piętnowanie jakichkolwiek firm pod zarzutem łamania regulaminów wyszukiwarki jest dziecinadą i stratą czasu. Podobnie jak zgłaszanie spam raportów (o ile nie jest to bezpośrednio w Twoim interesie). Jeśli wierzysz, że zgłaszając spam raport czynisz świat lepszym, to z przykrością informuję, że jesteś ofiarą marketingowej manipulacji wyszukiwarki, której rycerzem się mienisz.

Dziękuję za przeczytanie mojej klaryfikacji. Zapraszam do dyskusji w komentarzach :).

{ 32 komentarze… przeczytaj je poniżej lub dodaj swój }

1 jsmp 2 maja 2009 o 23:24

Każdy orze jak może, albo kradnie gdzie popadnie…

Tępić takie mendy społeczne…

2 maclife.pl 3 maja 2009 o 02:32

dobrze, że w internecie są takie źródła gdzie można poczytać, o czymś nowym łatwo i przyjemnie.

3 Mikołaj 3 maja 2009 o 09:31

Owszem, regulamin wyszukiwarki nie jest obowiązującym w Polsce prawem. Skoro jednak zawierasz z wyszukiwarką (z firmą będącą jej właścicielem) umowę o świadczenie konkretnych usług, to obowiązują Cię regulaminy przy tej okazji podpisywane. Regulamin ten jest chroniony przez polskie prawo, oczywiście tam, gdzie nie jest z nim sprzeczny. W związku z tym regulamin wyszukiwarki ma większą wartość, niż papier na którym go wydrukowano.

Teoretycznie usługodawca mógłby za łamanie regulaminu wysłać komuś wezwanie do sądu. Przy dzisiejszej masie użytkowników to czysta teoria, ale przecież nigdy nie można wykluczyć chęci zorganizowania procesu pokazowego.
Należy też pamiętać, że taki proces nie byłby procesem karnym, ale prowadzony byłby przed sądem gospodarczym lub cywilnym. Różnica jest spora, zwłaszcza dla pozwanego.

Skoro już mówimy o związkach prawa z SEO, to zdecydowana większość pozycjonerów nie zdaje sobie sprawy z naruszania szeregu innych paragrafów dwóch ustaw: o nieuczciwej konkurencji oraz prawa własności przemysłowej.
Obecnie szansa bycia pozwanym jest niska, co nie oznacza, że nie istnieje. Trzeba też pamiętać, że wynika ona z niskiej świadomości własnych praw oraz nieznajomości działań pozycjonerów. Ta świadomość jednak wzrasta (vide ostatnie działania wydawców) i pewnie blisko mamy dzień, w którym światkiem SEO wstrząśnie wyrok skazujący. Wtedy wygrani będą ci, którzy prowadzą biznes czystymi metodami.

4 Bartek Krzemień 3 maja 2009 o 09:45

@Mikołaj
Samo uruchomienie witryny bądź witryn w Internecie nie stanowi zawarcia umowy z jakąkolwiek wyszukiwarką. To firmy będące właścicielami wyszukiwarek same pchają swoje boty celem indeksowania zawartości Internetu. Cały mój post dotyczy rankingu organicznego.

Jeśli natomiast ktoś zawrze umowę z wyszukiwarką – na przykład poprzez otworzenie konta w systemie emisji linków sponsorowanych – w pełni się z Tobą zgadzam. Za łamanie regulaminu powinien odpowiadać w pełnym wymiarze.

Gdyby obecność w rankingu organicznym polegała na opt-in i wymagała najpierw działania webmastera (poprzez np. dodanie jakiegoś specjalnego autoryzującego tagu META tak-indeksuj, z jakimś unikatowym dla webmastera ID) to wtedy wyszukiwarka teoretycznie też mogłaby jakiś pozew próbować wytaczać. Zakładając oczywiście, że odpowiednio skonstruowałaby swój regulamin.

Tyle że na to nie ma szans :). Wyszukiwarki mają za duże pieniądze do stracenia.

Światkiem SEO wyrok skazujący może wstrząsnąć za łamanie prawa, np. autorskiego. Za samo stawianie black-hatowych witryn, gdzie treści nie będą kradzione, nie można nikomu nic zrobić.

5 Marcin Kłeczek 3 maja 2009 o 18:44

Myślę, że nazwa firmy powinna zostać upubliczniona – ze złodziejami należy wprost (nawet, jeśli usuną – wówczas dodatkowa notka informująca, bądź prześmiewczo dziękująca). Należy po amerykańsku – najpierw napaść (w tym przypadku odpowiedzieć na atak), a później przeprosić.

Natomiast zastrzeżenie, że RSSy służą wyłącznie ludziom wydaje się nie do końca trafiony :P Twój robots.txt nie blokuje dostępu do kanałów RSS „botom”. Co prawda nie znaczy to, że można dowolnie kraść „kontent” – zgadzam się, że nie można – nie widzę natomiast nic złego w przetwarzaniu Twojego kontentu przez agregatory/analizatory tekstu i inne _roboty_.

Jak zawsze – prawda leży po środku.

6 Bartek Krzemień 3 maja 2009 o 18:54

@Marcin
Dziękuję za komentarz. Nazwy firmy nie chcę ujawniać, bo tu nie chodzi o jakieś jednostkowe działanie. Celem tego wpisu było pokazanie pewnego schematu, który w świecie pozycjonowania istnieje. W sidła takich fachowców wpadają nieświadome przedsiębiorstwa. Więc najlepiej stawiać na świadomość i pisać o problemach.

Jeśli chodzi o robots.txt – niestety jeszcze nie spotkałem bota zbierającego treści do spamiarki, który respektowałby dyrektywy z robots.txt :). Co więcej, takie boty nie przedstawiają się jako boty. Mają user-agent taki jak najpopularniejsze przeglądarki.

7 Pawel 3 maja 2009 o 19:18

no i na czym w koncu stanelo? co sie stalo po 72h?

8 Bartek Krzemień 3 maja 2009 o 19:46

@Pawel
Nic się nie stało i nie stanie. Nie chodzi o gnębienie jednostkowych firm, tylko o zwrócenie uwagi na problem.

9 Luke 3 maja 2009 o 20:03

Nie wiem, jak można kraść cudzą własność. Rozumiem, że w Internecie niektórzy czuja się „anonimowi”, ale to nie wyjaśnia takiego zachowania i w końcu obraca się przeciwko im…

10 Kuba 3 maja 2009 o 20:21

Widziałem kiedys akcje ze ktos publikowal na swoim blogu na „moment” treśći niekorzystne dla danej firmy ,czekał az spamblog pobierze dane i usuwał. Takim sposobem spamblog pełny byl ciekawych wynalazkow i potencjalny klient widzac ich zaplecze szybko rezygnowal z usługi.

11 Bartłomiej Dymecki 3 maja 2009 o 21:15

Uśmiałem się :-) Ale osobiście nie miał bym cierpliwości na takie rozmowy. Raz jeden – a to było conajmniej ze dwa lata temu – próbowałem jegomościowi wytłumaczyć, że obecność *jakiejkolwiek* technologii, tutaj RSS, nie oznacza zgody na pobieranie treści, bez skutku :)

W pełni się zgadzam, że regulamin wyszukiwarki nie nakłada żadnego obowiązku. Wyszukiwarka nie pyta nas, czy indeksować strony i zarabiać na reklamach wyświetlanych obok skompilowanych z linków wyników wyszukiwania :-)

12 Jack 3 maja 2009 o 22:39

Stawianie autoblogów to nie jest blackhat. Blackhaterzy w ogóle nie stawiają zaplecza, bo po co ? Wystarczy uruchomić dwa skrypty i parę godzin później jest 10k linków przychodzących. Google rzecz jasna daje bana tydzień czy dwa później ale to nie ma najmniejszego znaczenia dla blackhatera.

Autoblogi stawiają pozycjonerzy za dychę. Są dużo lepsze sposoby zbudowania zaplecza, które będzie trwałe i nie padnie po pierwszym spam reporcie do google.

13 Marek 3 maja 2009 o 23:00

Przerabiałem osobiście podobną sprawę, jednak nie chodziło o rss, tylko ogłoszenie, w którym podałem swój numer telefonu oraz dane kontaktowe.

Sprawcą zamieszania była pewna „agencja interaktywna”, która podobno nawet spółką akcyjną jest. Wessali cały serwis ogłoszeniowy do swoich spamblogów, na szczęście byli tak mili, że w whois domeny pozostawili kompletne dane. Do usunięcia – ale tylko mojego ogłoszenia – wystarczył jeden email. Blog, jak stał, tak pewnie stoi.

14 shpyo 4 maja 2009 o 08:02

Przypomina się spektakularny wpis na blogu kowboja i strażnika polskiego web20 – hazana – która publicznie na swoim blogasku zlinczował jedną z firm seo. To jest jak walka z wiatrakami ;).

15 Beer 4 maja 2009 o 12:01

Póki co mamy cos takiego jak „prawo cytatu” i jeżeli została zachowana zasada cytatu oraz czytelne podanie źródła to będzie to tylko i wyłacznie napychanie kieszeni prawnikom (abstrachuje od etyki)
IMO zamiast kruszyć kopie praw autorskich/cytatów/et cetera lepiej jest wykorzystać RSSy z korzyścią dla siebie ;) ….

16 Michal Wlodarski 4 maja 2009 o 19:13

Ja proponuje wyslac DMCA do google i bedzie z glowy za 2-3 tygodnie. Wystarczy 1 faks.
Jakby co, sluze draftem a mojego maila Pan zna ;-)

17 bibi88bibi 4 maja 2009 o 22:06

I jak idzie, usunęli już te treści?

18 Adam 4 maja 2009 o 22:11

Chłopie RSSa udostępniasz i się plujesz, że ktoś to używa… Głupi jesteś i nie masz racji. Sam robisz z siebie amatora i pajaca.

19 Kasia Bauer 5 maja 2009 o 14:28

IMO zamiast kruszyć kopie praw autorskich/cytatów/et cetera lepiej jest wykorzystać RSSy z korzyścią dla siebie ;)

W jaki sposób można wykorzystać feed RSS z korzyścią dla siebie jeżeli nie podane zostało źródło?

Chłopie RSSa udostępniasz i się plujesz, że ktoś to używa

Technologia tutaj nie ma znaczenia. Czy to jest RSS czy przepisywanie zawartości gazety. Treść artykułu należy do jego twórcy. Na naszym blogu chcemy jedynie, aby nas poprawnie zacytowano i dodano źródło z linkiem. Treści są publikowane dla celów informacyjnych, nie aby czerpać z nich korzyści materialne.

20 Mors 5 maja 2009 o 20:24

Sam jestem właścicielem paru serwisów nad którymi pracuje prawie dwadzieścia osób, więc wiem jak jest wkurzajace, gdy ktoś po prostu kradnie coś, za co ja musze płacić.

Tak a propos własności do treści, muzyki, filmów i innych materiałów.
Na początku i na końcu leci fragment utworu lonelyless (short). Pytałeś autora o pozwolenie na jego umieszczenie?
:)

21 Adam 5 maja 2009 o 22:10

Ja dla własnego dobra bym takich informacji na stronie nie umieszczał, którego z klientów interesuje to, że jakaś firma wam kradnie teksty ze strony? Robicie z siebie „biedne sieroty”, których złe firmy okradają z cennych materiałów. Z gadki gościa ( na nagraniu ) wynika, że był opanowany spokojny i zachował w rozmowie dystans – takich klienci lubią a nie „pieniaczy”. Szczerze mówiąc marketingowo brzmiał lepiej niż „sierota”, którą okradają. Nikt nie lubi współpracować ze sałbymi. To nie jest dla was dobra reklama. Nigdy antyreklama nie była i nie będzie dobrą reklamą na wolnym rynku. Ja na waszym miejscu wywalił bym tą stronkę bo to dla was obciachowe. Jak ktoś tego materiału słucha może odnieść wrażenie, że skoro z takim problemem nie dajecie sobie rady i byle „złodziej” tekstów jest zagrożeniem dla waszej firmy na tyle dużym, że robicie o tym podstronę to możecie nie zdołać rozwiązać dużych problemów ani też podjąć się realizacji dużego zlecenia. Prawdopodobnie jesteście uczciwi i lepiej się znacie na temacie od firmy „złodzieja” (tak można ich nazwać pomijając niewyobrażalny trud udowodnienia im tego) ale skoro tak jest to wystarczy wywęszyć jakie gość ma IP, które pobiera te dane i wygenerować mu serię linkow do pornosów, zoofilii itp wtedy już tak chętnie nie będzie używał cudzych źródeł.

22 Bartek Krzemień 5 maja 2009 o 22:36

@Bartłomiej Dymecki
Zapewniam jeszcze raz (jak już napisałem we wpisie) – celem było i jest zwrócenie uwagi na problem dotyczący całego rynku usług pozycjonowania. Nosiłem się z zamiarem takiej publikacji już od dawna – nagranie powstało niejako przy okazji i posłużyło jako katalizator dyskusji.

@Jack
Każdy ma swoją definicję black-hat, podobnie jak każdy ma swoją definicję SEM :).

@shpyo
Do czasu, kiedy ktoś za cel obierze nie rozmowę o problemie i przez to edukację, ale faktycznie poczuje się dotknięty i zabierze sprawę do sądu.

@Beer
Panie Ziółkowski, koledzy na PiO już Panu wytłumaczyli bzdurność podobnych argumentów jak prawo cytatu. Bardzo proszę o nie zamulanie wody, przynajmniej nie tutaj. Zachęcam także do przeczytania co Pan komentuje zanim Pan skomentuje. Warto.

@Michał Włodarski
Panie Michale, dziękuję, ale nie ma takiej potrzeby :).

@Mors
Mistrzowsko z tym lonelyless :)).

@Adam
Proponuję po prostu przeczytać artykuł. Albo w ogóle przeczytać cokolwiek na tym blogu zanim zacznie Pan komentować. Dobrą praktyką w komentowaniu jest również powstrzymywanie się inwektyw w stylu „jesteś głupi” – to nawet nie przypomina argumentu. Specjalnie dla Pana informacja: nie prowadzimy firmy i nie interesujemy się zoofilią.

23 shpyo 6 maja 2009 o 14:41

Wczoraj byłem u prawnika. Wszystko mi wyjaśnił. Kopiowanie RSS nie jest cytatem, tylko przedrukiem. Łamane są prawa autorskie, wynikające z tego prawa majątkowe oraz prawo cytatu. Obszerny artykuł można znaleźć u mnie na blogu. Mam nadzieję, że wyjaśniłem sprawę wystarczająco dobrze ;).
http://blog.shpyo.net/?newsID=159

24 mak 6 maja 2009 o 16:52

Nie dziwię się wkurzenia. Ja miałem dwa przypadki, w jednym pomogło PiO z drugim musiałem napisać do NASK i dopiero wtedy się problemem zajęli.

25 Cezary Lech 8 maja 2009 o 22:33

Bartek racja leży po Twojej stronie… podziwiam cierpliwość i zapał do walki z tym procederem.
Ja sugerowałbym umieszczenie w kanale RSS kilku linków do Twojego bloga wówczas ktoś kto kopiuje i indeksuje Twoje teksty wspiera SEO Twojego bloga i jednocześnie Google Bot orientuje się co jest materiałem źródłowym.

26 Marcin Chirowski 11 maja 2009 o 15:25

Bardzo dobry post i cała akcja. Szacunek za podniesienie rękawicy i zwiększanie grona WhiteHat SEO!!

Poza tym to Twój rozmówca ma faktycznie ciekawą teorie dotyczącą RSS :)

27 Michal 12 maja 2009 o 10:10

Panie Bartku,
W zupełności się zgadzam z treścią artykułu ale nie podoba mi się to jakich odpowiada Pan na niektóre komentarze. Te które krytykują Pana bądź Pana akcję kwituje Pan krótkim stwierdzeniem w stylu „proszę przeczytać bloga lub cokolwiek w ogóle zanim cos Pan/Pani skomentuje” – zrobił to Pan niejednokrotnie. Najbardziej rzucił mi się w oczy komentarz pana Adama – z pewnego punktu widzenia w niektórych kwestiach ma rację Pan jednak zamiast odnieść się merytorycznie do jego opinii i użyć jakichś logicznych argumentów użył Pan odpowiedzi której przykład przytoczyłem powyżej – jest to nic więcej jak tylko pusty frazes. Jeśli szuka Pan pochlebców i ludzi którzy poklepią Pana po plecach to chyba lepszym rozwiązaniem byłoby po prostu usuwanie komentarzy takich jak ten pana Adama.
Pozdrawiam.

28 Bartek Krzemień 13 maja 2009 o 18:10

@komentarz #27
Panie Michale,
człowiek podpisujący się imieniem Adam najpierw zamieścił komentarz-inwektywę, a później imputował mnie oraz Kasi (która nawiasem mówiąc nie ma bezpośredniego związku z tą sprawą) bycie „biednymi sierotami”. Pomijając poziom obu komentarzy, gdyby Adam faktycznie przeczytał całość tekstu, to wiedziałby jaki był cel jego publikacji.

Owszem, zachętę do czytania całości powtarzałem wielokrotnie, ponieważ wielokrotnie pod moim adresem padały zarzuty wyssane z palca. Mniej więcej miałem świadomość o co mogę zostać posądzony przez beztroskich Internautów, więc po to właśnie napisałem artykuł. Fakt pojawienia się zarzutów, na które tekst miał odpowiedzi, świadczy po prostu o nie przeczytaniu go. Proszę także zauważyć ilu ludzi śpieszyło (zwłaszcza na Wykopie i GL) z argumentami ad hominem, rzucając jakieś bzdurne teksty pod moim adresem, a jednocześnie skwapliwie omijając istotę sprawy.

Pan również imputuje mi chęć szukania pochlebców. Jaki jest tego sens, skoro – jak sam Pan sobie odpowiada od razu – komentarze pod artykułem są zarówno pozytywne jak i negatywne? Proszę mi wybaczyć, Pański zarzut jest także wyssany z palca i nic nie wnosi do sprawy, będącej tematem wpisu.

29 Bartek 29 czerwca 2009 o 15:59

podziwiam.. wszystkie tego typu mendy powinno sie eliminowac wysokimi karami, które zrobią wrażenie i ktore beda naglasniane.

U mnie problem znikl kiedy zaczalem stosowac wtyczke do WP, ktora dodaje do RSS kilka dodatkowych linkow do mojego bloga. Czyli w jednym wpisie mam ok 6-8 linków do różnych podstron bloga. To juz sie smieciom nie oplaca aby takie cos kopiowac.

30 Bartek Krzemień 29 czerwca 2009 o 17:18

@komentarz #29
Bartku,
celem publikacji nie było nagłośnienie konkretnej jednostki. Mierzyliśmy w rzucenie światła na ogólnie panującą w pozycjonerskim świecie praktykę.

Samo dodawanie linków do kanału RSS niekoniecznie może pomóc – co sprytniejsze skrypty splogowe potrafią linki do źródeł wycinać. Naturalnie jednak lepsze takie coś niż nic :).

31 chinskimandaryn 20 lipca 2009 o 14:06

Artykuł porusza ważny problem … coraz więcej tych „śmieci” (kradzionych z innych stron) w internecie … ciekawe jak sobie będą z tym radzić w przyszłości wyszukiwarki … potrzebna jakaś sztuczna inteligencja ??

PS
Co do sposoby prowadzenia rozmowy (wideo) … to inaczej bym przeprowadził rozmowę … ale to już inna kwestia :)

32 Łukasz Lech 13 listopada 2009 o 14:41

Szkoda, że nie zgłosił Pan sprawy do sądu.
Problem dotyczy całej masy autorów, którzy tak jak Pan piszą ‘w pocie czoła’, choćby tych wszystkich pasjonatów publikujących na Wikipedii.
O ile przedruk tekstu lub jego fragmentów jest sprawą ewidentną, bo prawo cytowania ma swoje ograniczenia, to jeśli tekst zostanie przemielony to sprawa się robi bardziej skomplikowana. Jeśli słowa zostały zamienione synonimami, zdania i akapity poprzestawiane, to jak traktować taki tekst? Sądzę, że większość osób nie umiałaby odpowiedzieć na to pytanie, a porada prawnika kosztuje, więc jeśli sprawa dotyczy tekstów pisanych hobbistycznie to na ogół odpuszczą.
Natomiast gdyby ktoś stworzył precedens i wypromował go – na pewno wielu z nich zdobyłoby się na odwagę. Osobiście z przyjemnością rozpropaguję link do notki prasowej o ukaraniu złodziei treści.

Zostaw Komentarz

You can use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong> <pre lang="" line="" escaped="">

Wcześniejszy wpis:

Kolejny wpis