
Aby być na bieżąco codziennie poświęcam przynajmniej 30 minut na czytanie branżowych blogów i serwisów informacyjnych. Łatwo jest zauważyć, że wiele publikacji z różnych źródeł dotyczy tych samych tematów. Jest to w dużej mierze spowodowane modą. Ostatnio zauważyłam kolejny nadchodzący trend – Converstion optimization lub Conversion rate optimization (optymalizacja konwersji, optymalizacja odsetka konwersji).
Za modą czas podążyć!
Obserwuję te mody odkąd zaczęłam na serio zajmować się SEM. Dawno temu, gdy przeczytałam pierwszy artykuł pisany w duchu „SEO is dead”, mocno się zmartwiłam. Zupełnie niepotrzebnie :).
Moda na SEO sprawiła, że wszyscy zaczęli się interesować wyszukiwarkami. Potem popularne stało się PPC – reklama za grosze, łatwa w obsłudze, dająca większą kontrolę nad ruchem. Najpierw była walka o budżety, a potem zaczęto tworzyć synergię :). Mody powstawały jedne po drugich – użyteczność i dostępność, blogi, web 2.0, serwisy społecznościowe, Internet mobilny, reputation management itp.
Ostatnio palmę popularności dzierżą mikroblogi. Jeszcze do dziś dźwięczy mi w uszach pitch pana Jagodzińskiego przemawiającego do branży finansowej na temat blipa (cytuję z pamięci): „Wasze marki już tam są – decyzja należy do was czy przyłączycie się do dialogu”…
Nie zrozumcie mnie źle – nie mam nic przeciwko żadnemu z powyższych. Każda dziedzina ma swoje plusy. Nie uważam jednak za rozsądne podążanie na ślepo za każdą z nich. Tworzenie strategii z zastosowaniem „najnowszych taktyk i technologii”, rzucanie się w objęcia kolejnej nowej, wielkiej rzeczy jest dla mnie niezbyt mądre. W większości przypadków zostawiamy naszą w połowie skończoną, nieaktualizowaną witrynę, aby zarejestrować konto w kolejnym super-duper, cutting edge, hiper ciekawym, interaktywnym mini serwisie wertykalnym z dużym potencjałem na totalną stratę czasu.
Optymalizacja konwersji – co to jest?
Z tego co można wyczytać to ta kolejna dziedzina w stronę której powinniśmy wszyscy podążać, a SEO znowu jest dead :). Pisze o tym Scobleizer, Search Engine Land i Rand Fishkin wraz z Conversion Rate Experts. Optymalizacja konwersji to proces, który sprawi, że użytkownicy będą w stanie łatwiej dokonać transakcji na Twoich witrynach. Bez względu czy jest to wypełnienie formularza, rejestracja w serwisie czy zakup przy pomocy koszyka sklepowego. Są to działania, które sprawią, że strony staną się przyjazne konwersjom. Składają się na to aspekty użyteczności, budowania zaufania, optymalizacji stron docelowych, konsystencji przesyłanych komunikatów itp. Parę przykładów:
- Tworzenie zrozumiałej i intuicyjnej nawigacji, struktury sekcji i całej witryny.
- Usuwanie barier w drodze do konwersji typu: duża ilość pól w formularzu, skomplikowana ścieżka rejestracji konta.
- Testowanie stron docelowych – w ruch głównie idzie optymalizator konwersji Google.
- Wstawianie guzików i wyrażeń Call-to-action.
- Dawanie gwarancji, przedstawianie certyfikatów, dodawanie fotek pracowników.
- Tworzenie sekcji case studies i rekomendacji od klientów.
- Dodawanie certyfikaty bezpieczeństwa i bezpiecznych połączeń (sklepy internetowe)
- Wprowadzanie ulepszeń i dalsze testy.
W dużym skrócie jest to więcej niż optymalizacja stron docelowych czy testy A/B. Nie trudno zauważyć, że spotykają się tutaj takie dziedziny jak analityka webowa, użyteczność, dostępność, elementy brandingu.
Stare w nowym opakowaniu
Jeżeli zajmujesz się marketingiem internetowym i sprowadzasz ruch na witryny to – Halo! – powinieneś już być zarobiony po pachy w tego typu czynnościach. Nie jest to nic odkrywczego. Te zdroworozsądkowe zasady aplikują się do każdego działania marketingu on-line. Pierwszym priorytetem osób sprowadzających ruch na witryny za pomocą SEO, linków sponsorowanych, mailingu itp. jest konwersja. Jeżeli witryna nie jest przygotowana na przyjęcie klientów, to żadna magia systemu AdWords, czy jakiegokolwiek innego sposobu pozyskiwania odwiedzających, w tym miejscu nie pomoże. Dobrego webmasteringu, podobnie jak dobrej oferty, nic nie zastąpi. Jeżeli ktoś zajmuje się sprowadzaniem użytkowników na witryny z konkretnego kanału to już dawno powinien znać swoje cele i przede wszystkim charakterystykę danego ruchu.
Jeżeli nadal nie sprawdzasz czy formularze działają, czy telefon jest aktualny, a najwyższą formą wtajemniczenia jest pozycja nr 1 w Google to no coż…
Optymalizacja konwersji sama w sobie nie jest absolutnie zła. Przestrzegam jedynie przed tym, aby nie rzucać się bez pamięci w jeden nurt w momencie, gdy np. sprowadzamy nieodpowiedni traffic z wyszukiwarek. Te wszystkie działania powinny się ładnie się ze sobą zazębiać i uzupełniać.
Są to tak naprawdę stare dobre operacje optymalizacyjne i zdroworozsądkowe taktyki sprzedażowe, ubrane w nowy buzz. Z niechęcią spodziewam się nowo-wyklutych specjalistów z nowym pitchem. Każdy hype kiedyś się kończy. Co roku potrzeba więc nowości, które będą sprzedały nowe książki, nowe audyty, bilety na konferencje, ekskluzywne szkolenia i narzędzia :).
Grafika na licencji CC, autor: Hamed Saber.



{ 10 komentarze… przeczytaj je poniżej lub dodaj swój }
„cytuje z pamieci”… parafrazuje?
A konkretnie co masz na myśli?
Fajny tekst.
Ja osobiście uważam że tzw. mikroblogi to lipa i marnowanie czasu i żeby za ich pomocą uzyskać tzw „konwersję” to jedynie może się zdarzyć w głowach autorów artykułów o mikroblogach. Ja wiem że np. DELL zarobił na Twitterze, ale tylko dlatego że zrobił serwis wyprzedażowy i ludzie czatowali na kolejne przeceny. .. i jeszcze teraz Google Buzz, no normalnie jak nie masz konta na żadnym „generatorze zbędnego szumu w internecie” to nie jesteś „cool” i nie masz „flow”. Ta moda jest masakryczna. Dobra kończę bo idę poinformować na Twitterze wszystkich moich znajomych, że skończyłem pisać komentarz na „magicznym” będzie to dla nich naprawdę wartościowa informacja … :)
@spameo
Z pewnością. Jeszcze dodaj co jadłeś na śniadanie ;).
Jeżeli chodzi o Della to przytoczę bardzo fajny cytaty Setha Godina.
Nie uważam, żeby serwisy mikroblogowe były do niczego pod względem sprzedaży – sama generuję konwersje chociażby z Blipa. Jednak to nie za dotknięciem magicznej różdżki te konwersje zachodzą. Samo dobrze prowadzone konto z dobrą bazą obserwujących nie sprzedaje. Spójrzmy chociażby na Virena – jego sukces nie polega na tym, że siedzi 24h na Flakerze, Blipie i Facebooku.
Podobnie jest z optymalizacją konwersji – kosztowny audyt nie sprawi, że zwiększy się sprzedaż.
Znowu używacie tych dziwnych słów. Fajnie, że mi wyjaśniłaś co to znaczy serwisy wertykalne, ale czy nie można użyć czegoś prostszego i milszego dla ucha? Dla mnie to się kojarzy z jakąś wyższą szkołą matematyki :)
Z mojej perspektywy w tekście nie ma żadnych dziwnych słów. A że mało spotykane w innych serwisach branżowych – to już zupełnie inna para kaloszy.
Tak czy siak, jeśli czegoś nie rozumiesz – masz Google =).
Wyszukanie jest szybsze, ale zawsze można się spytać ;). Chodzi Ci po „pitch” lub „hype”?
Super art.ja od niedawna tym się zająłem bardziej serio i to daje efekty. Takie patrzenie na wzrastającą konwersję daje niebywałą satysfakcję
Dobry artykuł. Zdrowy rozsądek z reguły stoi w opozycji do mody, a dobre działania podnoszące sprzedaż nie zawsze muszą być ” najnowszym hitem”.
Dojście nowych specjalności spowoduje w dużych firmach wąską specjalizacją. Jeden człowiek nie będzie w stanie ogarnąć całości zagadnień – będzie człowiek od optymalizacji serwisu, będzie od linkowania i zaplecza, będzie copy, będzie social medialny… każdemu skapnie kropelka z tej butelki. :D
Gorzej będzie w przypadku małych firm, które będą zmuszone wziąć jednego człowieka do wszystkiego (takiego „informatyka” co to windowsa zainstaluje, zrobi stronkę, zadba o telefony, naprawi czajnik i jeszcze zapewni konwersję z netu). :) Chyba że ten jeden będzie mądry i np. zaplecze kupi u wyspecjalizowanego człowieka, a facebookiem zajmie się ktoś inny (taka kooperacja).
Nic nie umarło – wszystko ma się dobrze. Trzeba tylko znaleźć swoja niszę.