Splogi kradną Ci treść? Broń się!
Marko z SEMGuru.pl opublikował wczoraj wpis o spamerach, którzy kradną treść z kanałów RSS i stawiają z niej splogi. Chciałbym odnieść się do kilku tez autora, gdyż nie zgadzam się z nimi albo odrobinę albo w zupełności :).
Bardzo częstą praktyką stosowaną przez spamerów jest kradzież i
powielanie treści na stronach internetowych. Tak naprawdę niewiele
możesz zrobić, gdy ktoś bez Twojej zgody publikuje na swoich stronach
stworzone przez Ciebie artykuły. Jeżeli zdecydujesz się skierować
sprawę na drogę sądową, to będzie się ona toczyć latami i będziesz
musiał pokryć koszty. W przypadku wielu spamerskich stron nie uda Ci
się nawet namierzyć osoby kontaktowej, do której możesz skierować swoją
skargę.
Cytat z SEMGuru.pl, pogrubienia moje. Otóż nie zgadzam się z poglądem, że sytuacja jest aż tak mizerna. Co można zrobić gdy ktoś kradnie treść?
- Sprawdź dane whois domeny, na której publikowane są Twoje treści bez autoryzacji. Przy odrobinie szczęścia domena będzie firmowa i albo będziesz mieć dane splogera albo chociaż punkt zaczepienia. Jeśli domena jest zarejestrowana przez domenowe proxy to też dobrze – firmy świadczące te usługi chronią prywatność tylko osób, które nie łamią ich regulaminów. Pierwszy raz o pechu możemy mówić jeśli spamer ma domenę .pl zarejestrowaną na osobę prywatną. Ale czego można spodziewać się po NASKu, który nie pozwala użytkownikom korzystać z whois przez terminal i siedzi w rfc-ignorant.org? No właśnie.
- Sprawdź linki przychodzące do domeny spamera. OK, zabezpieczył whois tej jednej domeny, ale jeśli ma zaplecze pod wyszukiwarki to jest szansa, że na pozostałych domenach będą jakieś dane lub inne ślady.
- Patrz w stopkę. Jeśli spamiarka jest zapleczem pozycjonerskim i nie jest w systemie wymiany linków, to będzie prowadzić na witrynę klienta pozycjonera. A tam już raczej na pewno będzie napisane „Pozycjonowanie by” ;).
- Sprawdź, gdzie spamer się hostuje. Na przykład gdybyśmy na Magicznym splogowali, to można by nas było sprawdzić z konsoli w ten sposób:
barteks-computer:~ bartek$ whois 217.110.127.251
OrgName: RIPE Network Coordination Centre
OrgID: RIPE
Address: P.O. Box 10096
City: Amsterdam
StateProv:
PostalCode: 1001EB
Country: NLReferralServer: whois://whois.ripe.net:43
(…)
inetnum: 217.110.127.224 – 217.110.127.255
netname: DE-COLT-4500-59862843-BBBDDF-001
descr: HQS HIGH QUALITY SOFTWARE GMBH
descr: WIKINGER WEG 2
descr: 20537 HAMBURG
descr: ————————–
descr: Trouble with SPAM ?
descr: email to abuse@de.colt.net
descr: ————————–(…)
Ponownie pogrubienie moje :).
- Rób szum! Postrasz. Po co iść do sądu? Żeby po roku umorzyli śledztwo ze względu na niską szkodliwość społeczną? Jeśli ktoś kradnie z Twojego bloga to przecież przyznaje jednocześnie, że to co kradnie jest wartościowe. Wykorzystaj więc ten fakt i obsmaruj spamera w poście. Pomachaj firmie pozycjonerskiej, która korzysta z Twojej pracy pod swoje śmieszne zaplecze. Pozdrów ich. I potem niech się już oni martwią co się będzie w wyszukiwarce pokazywać gdy ktoś wpisze ich nazwę. Masz wzmocniony głos.
Tutaj jeszcze chciałbym małą dygresję – bierz odpowiedzialność za swój szum. To naprawdę nie jest sztuka pojechać po Bogu ducha winnej dziewczynie, która akurat podpisała się nazwiskiem tu czy tam. Sztuką jest złapać prawdziwego splogera za jaja. I ścisnąć, żeby poczuł.
Stosując tą metodę upewnij się, że linki, które zamieszczasz w treści
są bezwględne (np. www.semguru.pl/blog), a nie relatywne (np. /blog).
Jeżeli zamieścisz linki relatywne, to użytkownik po kliknięciu
pozostanie na stronie spamera, a nie przeniesie się na Twoją stronę.
Taki link nie przyniesie Ci też żadnych korzyści w Google.
Z powyższym także nie do końca się zgadzam. Linki relatywne są wygodniejsze – jeśli kiedykolwiek coś zmusi Cię do reorganizacji struktury witryny, albo przeniesienia pod inną domenę – będziesz poprawiać linki w dziesiątkach opublikowanych wpisów? A co do tych korzyści w Google to ja dziękuję, postoję. Niekoniecznie chciałbym link juice akurat z tego typu stron.
To tyle mojego ranta. Choć tym razem nie zgadzam się z Marko, to jednak gorąco zachęcam Was do czytania SEMGuru.pl i subskrybowania ich kanału RSS. Chłopaki piszą bardzo rzeczowo.



Moim zdaniem można z tym walczyć. Większość pokrzywdzonych to drobni bloggerzy, wikipedyści itp którym nie będzie się chciało ponosić kosztów związanych z pozwem – nie tylko materialnych, także czasowych.
Dlaczego by nie stworzyć portalu dla pokrzywdzonych w ten sposób? W jedności siła a pozew grupowy obniża koszty i daje większą szansę na wygraną.
Najpierw jednak trzeba ustalić, czy publikacja cudzych RSS bez zgody autora jest ewidentnym złamaniem prawa. Pozwoliłem sobie poświęcić temu zagadnieniu krótki wpis na moim blogu. Osobiście nie chciałbym, aby treści mojego autorstwa, niezależnie od ich faktycznej wartości były wykorzystane przez spamerów w sposób opisany przez Ciebie.
Dobry patent z pozdrowieniami dla spamera :)