Napisane przez :
dnia: środa, 10 cze, 2009
3

Tańczący z nofollow

Rzadko zdarza się, aby Google komunikowało nowości w mało przyjazny sposób. Równie rzadko flagowi Googlerzy, na co dzień chętnie i otwarcie prowadzący dialog, nabierają wody w usta. Mniej więcej od tygodnia obserwujemy rozwój sytuacji wokół przypuszczanej aktualizacji interpretowania przez crawlery czołowej wyszukiwarki atrybutu rel=”nofollow”.

Wiadomość z SMX Advanced

Zorientowani z pewnością wiedzą już, na czym ma polegać zmiana w nofollow. Dla lubiących dłużej pospać – ilustracja zmiany pochodząca z SEOMoz:

Nowy PageRank i NoFollow (źródło: SEOmoz.org)

Nowy PageRank i NoFollow (źródło: SEOmoz.org)

Całe zamieszanie zaczęło się oczywiście od Matta Cuttsa, gwiazdy jednej z sesji na SMX Advanced. Relację można przeczytać u Lisy Barone (przeczytaj relację z SMX Advanced po polsku) lub Richarda Baxtera. Całość bardzo szczegółowo opisał Danny Sullivan.

Wieści dotarły również do kraju nad Wisłą, i tak mamy artykuły u Lexy i na Sprawnym Marketingu.

Widać więc całkiem spory coverage tej nowości, ale brak wiadomości od źródła – Google milczy. Sam Matt Cutts, wg Fishkina:

A large number of people queried the head of Google’s web spam team, Matt Cutts, about the issue. Responses ranged from „no comment” to „the PR team would like me to stay away from that.”

I to właśnie jest tu najciekawsze – milczenie. Wcześniej Matt był bardzo rozmowny – poniższe wideo zostało nagrane 23 kwietnia, a 28 maja pojawiło się na YouTube:

Jest tam dostępne do tej pory. Rzeźbienie w PageRanku (PR sculpting) było, jest i będzie całkiem w porządku. Problem leży więc tylko w sposobie realizacji. Jako webmasterom wolno nam zarządzać przepływem PageRanku na naszych własnych witrynach. Oczywiście nie jest to nowość, która pojawiła się wraz z nofollow. Oficjalna premiera nofollow miała miejsce w 2005 roku, i oryginalnie ten atrybut przeznaczony był do ochrony przed spamem. Nikomu wtedy nie przychodziło do głowy, żeby używać go do regulowania wewnętrznego przepływu soczku z linków, ale nie o znacza to, że już wtedy tego nie robiono. Świetnym przykładem jest ten artykuł. Rzeźbienie określane było wcześniej silosowaniem i jeszcze kilkoma ciekawymi terminami. Natomiast meritum działania było takie samo.

Kwestią otwartą pozostaje dlaczego Matt puszcza takie video, a chwilę później mówi coś innego na konferencji. Bardzo możliwe, że wyrwało mu się coś, czego nie powinien był mówić.

Dlaczego Google uderza w nofollow?

Fishkin cytuje anonimowego, poważanego SEO:

Google widzi za dużo rzeźbienia w PR i jest z tego powodu sfrustrowane. Dlatego używają tego typu komunikacji aby powstrzymać ludzi od dalszego eksploatowania nofollow w takim stopniu. Jeśli jesteś dobrym SEO, wiesz co robisz i przeprowadzasz testy, założę się, że technika nadal działa dobrze. Google chce po prostu powstrzymać mniej zaawansowanych webmasterów od igrania z ich link graph oraz stopować ich od nadmiernego stosowania metod użycia nofollow, które szkodzą indeksowaniu i mają negatywny wpływ na relewancję.

Z kolei Cezary Lech napisał:

W mojej opinii w całym zamieszaniu chodzi głównie o webmasterów, którzy wynaturzyli dotychczasową funkcjonalność tagu rel=nofollow. Wspomniany znacznik powstał głównie jako zabezpieczenie przed spamem i tu trzeba przyznać twórcom, że znakomicie spełnia on swoje zadanie, mając do pomocy szereg filtrów oraz wtyczek antyspamowych

O skuteczności nofollow (a raczej jej braku) w walce ze spamem można napisać osobny artykuł, skupmy się więc na aspektach linkowych. Google jest jak najbardziej sfrustrowane nadużywaniem tej metody. Tylko dlaczego Cezary wini webmasterów o cokolwiek? To przecież Google stworzyło i zachęcało (m.in. słowami Matta Cuttsa) to stosowania tego atrybutu. tym samym, to Google ponosi winę za wypuszczenie tego dżina z butelki. Wiele bliżej mi do zdania Danny’ego Sullivana:

Niedługo później, Rand Fishkin z SEOmoz napisał artykuł na ten temat, który wkrótce pociągnął za sobą inne publikacje w sieci. Był to temat na konferencjach. Nowa, gorąca moda w SEO. O ile wielu w świecie SEO pobiegnie za najnowszym (i często bezużytecznym) kaprysem algorytmu – o tyle tą konkretną gonitwę wywołało samo Google. Dlaczego więc zaawansowani SEO nie mieliby tego użyć?

Najmocniej jednak podzielam opinię Andrew Goodmana. Biznes w Internecie i marketing w wyszukiwarkach to nie jest pogoń za każdą nowinką, a już na pewno nie za tymi bardzo mało wnoszącymi do istoty rzeczy. Na postać tejże istoty wpływają:

  • całościowe spojrzenie na strategię firmy
  • architektura informacji [na witrynie]
  • rozwój odwiedzającego witrynę audytorium
  • wzrost ruchu na witrynie

Z punktu widzenia biznesu, są to o wiele ważniejsze kwestie niż krótkoterminowe łatanie niedomagań witryny dodatkowymi atrybutami na linkach.

Pisząc w odniesieniu do nofollow, Graywolf użył analogii starego i nowego samochodu. Jeśli do tego auta:

end war
CC credit: zappowbang

zainstalujesz zestaw super wyścigowych opon o wartości prawdopodobnie większej niż samo auto – nie zrobi to większej różnicy. Jeśli natomiast dysponujesz Ferrari Enzo

DSCN1620
CC credit: Trubble

no to już nowe opony różnicę zrobią całkiem dużą. Więc jakim autem jest Twoja witryna? W polskiej sieci sytuacja ma się tak, jak na polskich drogach =).

Idąc dalej tropem samochodowych analogii, bardzo celnie trafia Shari Thurow:

Jeśli ludzie użyją atrybutu nofollow jako substytutu architektury informacji, prawdobodobnie zobaczymy coraz więcej i więcej ‘śmieciowych’ witryn w wynikach wyszukiwania. Lubię tu stosować analogię samochodu z usterką silnika. Zamiast naprawić problem (silnik), niektórzy specjaliści SEO nakładają kolejną warstwę farby na samochód, czasem wymienią oponę czy dwie. Zamiast usunąć problem w sercu usability (architektura informacji), specjaliści SEO stwarzają coś innego, czego użytkownik końcowy może nawet nie chcieć. Nie zaskakuje mnie, że SEO cały czas mają słabą reputację. Ciągle sprzedają ładnie wyglądające samochody z kiepskimi silnikami.

Jakież to prawdziwe, szczególnie w polskiej rzeczywistości, gdzie wyznacznikiem sukcesu jest wielkość zaplecza i pozycja na idiotyczne, ogólne zapytania.

Dlaczego nofollow wymknął się Google spod kontroli?

Google zasiał wokół nofollow FUD. Dlatego wszyscy na potęgę zaczęli go stosować. Czy spamerskich komentarzy na blogach jest mniej z powodu używania nofollow? Nie! To nie ten atrybut chroni blogi, ale serwisy takie jak np. Akismet. Czy fora internetowe nie mają już linków do Viagry, Cialisów i innych penis enlardżmentów? Oczywiście, że mają. Czy Wikipedia pozbyła się spamerskich linków? Oczywiście, że nie.

Mieliśmy więc kolejno

  • sprzedawanie nofollow jako remedium na spam
  • napływanie coraz nowszych, nieoficjalnych informacji o sposobach jego zastosowania
  • nagonkę Google na płatne linki i przedstawienie nofollow jako dobry sposób oznaczania tychże

worek-z-fudem nic dziwnego więc, że wystraszeni webmasterzy i deweloperzy aplikacji webowych (zwłaszcza CMSów) zaczęli stosować ten atrybut na potęgę. O skali świadczyć mogą dane, które Rand Fishkin udostępnił na podstawie swojego data miningowego serwisu Linkspace: około 2.7% z 474 779 069 489 zaindeksowanych tam linków posiada atrybut nofollow. 73% z tych 2,7% to linki wewnętrzne. 3/4 linków wewnętrznych zostało zmodyfikowanych, wpływając tym samym na PageRank – to musiało przykuć uwagę :).

Do tego można jeszcze dorzucić bezpośrednie ingerencje Google. Cytat z Cezarego Lecha:

Drugi problem, który mojej opinii przelał czarę goryczy to nadmierne stosowanie tego rozwiązania przez nowo powstające serwisy.

Zauważcie że rel=nofollow używają największe serwisy społecznościowe na świecie takie jak np.:
(…)
* Twitter.com – kolejny serwis który zdobywa olbrzymią popularność w sieci i co za tym idzie generuje masę coraz bardziej kłopotliwych dla Google wątpliwości i pytań ukazujących wady obecnego/starego algorytmu.

Niestety przykład nietrafiony. Tak się składa, że Twitter, oprócz „normalnych” nofollow, został zmuszony do dołożenia go w jednym, konkretnym miejscu. Zaczął DaveN, na białym koniu wkroczył Matt Cutts, a całość jest bardzo dobrze opisana u Sugarrae. Była to całkiem głośna sprawa.

Dodam jeszcze, że o ten konkretny przypadek miałem okazję zapytać samego Guglarza, czyli Kaspara Szymańskiego, w czasie Google Day. Odpowiedział, że zupełnie nie wie o sprawie ;).

Jako wątek poboczny przyznam szczerze, że jestem bardzo zaskoczony ekstatyczną wymową komentarza Cezarego. Określił tą nowinkę mianem najpoważniejszej zmiany algorytmu Google w ciągu ostatnich kilku lat, a na zakończenie napisał:

Reasumując ostanie zmiany algorytmu wymierzone są przede wszystkim w duże strony oraz Page Rankowo skąpych webmasterów. Page Rank jest w internecie walutą, natomiast Google, Narodowym Funduszem Walutowym regulującym przepływ tej waluty. Duże serwisy coraz wyraźniej zakłócały model przepływu Page Rank (Link graph) w sieci i zmiana powinna mieć dla nas maluczkich pozytywny wpływ.
Ewolucja nofollow nie jest wymierzona w drobnych webmasterów a wręcz przeciwnie, Google broni naszych SERPowych interesów przed dominacją olbrzymów a także przywraca nadzieję na powrót bezinteresowności linkowania w sieci.

Jeśli Google broni jakichkolwiek interesów, to są to wyłącznie ich własne interesy. Jak dla mnie najpoważniejszą zmianą ostatnich lat był update w styczniu 2009. Wtedy Google skierowało się w stronę brandów. Wystarczy spojrzeć na te wykresy:

Ranking dla zapytania airline tickets

Ranking dla zapytania airline tickets

Ranking dla zapytania auto insurance

Ranking dla zapytania auto insurance

Ranking dla zapytania watches

Ranking dla zapytania watches

Więcej u Aarona Walla.

Jak można, w świetle powyższego, twierdzić, że Google broni naszych SERPowych interesów przed dominacją olbrzymów a także przywraca nadzieję na powrót bezinteresowności linkowania w sieci? Konflikt interesów?

Co teraz?

Kilku znajomych pytało o radę jak zareagować na tą nowość. Dwojako. Jeśli architektura Twojej witryny jest taka, jak powinna, to nie musisz nic robić. Jeśli natomiast zamiast wymieniać silnik tylko malowałeś auto – im wcześniej zabierzesz się do pracy, tym lepiej.

Komentarzy 3

  1. Jakoś tak przypomniały mi się szumy z BigDaddy ;-)
    Bardzo fajne podsumowanko całej sprawy, a końcówka bardzo naturalna dla Google. Jak robisz dobrze odwiedzającemu stronę, śpisz spokojnie :-)

  2. A sprawdzałeś Bartek jak wygląda pójście w brandy w polskich SERP’ach?

    Tak z ciekawości – dlaczego link do GASL jest jako Konflikt interesów? :-)

  3. @Bartek Berliński

    A sprawdzałeś Bartek jak wygląda pójście w brandy w polskich SERP’ach?

    A sprawdzałeś Bartek jak wyglądają budżety brandów w Polsce? Oczywiste jest rozpoczęcie tego typu działań na bardziej lukratywnych rynkach. Weź jeszcze pod uwagę stopień skomplikowania języka polskiego. Kwestia czasu.

    Tak z ciekawości – dlaczego link do GASL jest jako Konflikt interesów? :-)

    Tak wygląda z niezależnej perspektywy.

Dodaj Komentarz

XHTML: Możesz użyć następujących tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong> <pre lang="" line="" escaped="" highlight="">